Pod koniec czerwca 2023 r. nakładem Krytyki Politycznej ukazała się druga książka dr n. med. Doroty Rogowskiej-Szadkowskiej poświęcona konopiom w medycynie: Komu pomaga medyczna marihuana?. Niemal 400 stron, obszerna bibliografia, i kilka rozdziałów, które rozszerzają to, co autorka opisała w głośnej Medycznej marihuanie. Historii hipokryzji sprzed paru lat. Rozmawialiśmy z autorką w odcinku 027 podcastu Rozmowy Konopne.
Ten tekst nie jest streszczeniem ani recenzją w klasycznym sensie. To raczej przewodnik po tym, co w książce dla polskiego czytelnika jest najbardziej praktyczne, i dlaczego ta publikacja w 2023 r. ma znaczenie, którego trudno przecenić w kraju, w którym o konopiach innych niż włókniste wciąż mówi się głównie z perspektywy karnej.
Skąd ta książka – czyli dlaczego lekarka HIV/AIDS pisze o konopiach
Zainteresowanie autorki konopiami nie wzięło się z mody. Wzięło się z pracy klinicznej w latach 90., kiedy dr Rogowska-Szadkowska współtworzyła w Polsce jeden z pierwszych oddziałów dla osób z HIV/AIDS. Wtedy też trafiła na publikacje opisujące amerykański Federal Medical Marijuana Program, program federalny, w ramach którego od 1978 r. wybrane osoby z ciężkimi schorzeniami otrzymywały konopie z plantacji w Mississippi. To była realna medycyna, a nie publicystyka.
Wątek HIV/AIDS i tzw. wasting syndrome, zespołu wyniszczenia, w którym osoby chore traciły masę ciała i apetyt, to historyczny punkt wejścia konopi do medycyny zachodniej. W książce stanowi punkt wyjścia, ale nie jest sednem. Sednem jest pytanie tytułowe: komu właściwie ta medyczna marihuana pomaga, gdy odsiejemy obietnice marketingu, lęki polityków i hipokryzję regulatorów.
Autorka zwraca uwagę, że w polszczyźnie wciąż brakuje rzetelnych, niespecjalistycznych źródeł o „konopiach innych niż włókniste”. W konsekwencji pacjent, który dowiaduje się od onkologa o możliwości stosowania medycznej marihuany, idzie do Google i trafia albo na sklep z CBD, albo na fora, na których obietnice cudów mieszają się z pseudonaukowymi przeciągnięciami. Książka tę lukę częściowo wypełnia.
Co nowego w stosunku do „Historii hipokryzji”
Pierwsza książka autorki, Medyczna marihuana. Historia hipokryzji, ukazała się w 2014 r. Od tamtej pory zmieniło się sporo, i to właśnie te zmiany wypełniają najciekawsze rozdziały nowego tomu. Wymienię cztery, na których w rozmowie zatrzymaliśmy się najdłużej.
COVID-19. W trakcie pandemii ukazały się badania in vitro, w których pewne kannabinoidy (m.in. kwasy CBDA i CBGA) wykazywały zdolność do wiązania się z białkiem S koronawirusa, blokując wnikanie do komórek. To nie jest dowód na to, że konopie „leczą COVID”, autorka pisze o tym ostrożnie i wielokrotnie zaznacza dystans między in vitro a kliniką. Ale to ciekawa hipoteza badawcza, której w 2014 r. po prostu nie było.
Transplantacje. W USA pacjenci po przeszczepach byli przez lata wykluczani z list, jeśli stwierdzono u nich obecność THC. Rozdział poświęcony tej sprawie pokazuje, jak stygmat substancji potrafi przeważyć nad medycznym rachunkiem ryzyka, oraz jak powoli to się zmienia w stanach o legalnym dostępie do medycznej marihuany.
Kwasy kannabinoidowe (THCA, CBDA, CBGA). Świeży materiał roślinny zawiera kannabinoidy głównie w postaci kwasowej. Dopiero ogrzanie (palenie, waporyzacja, gotowanie) zamienia THCA w THC, a CBDA w CBD. Kwasy te mają jednak własną farmakologię, m.in. potencjalne działanie przeciwzapalne, przeciwwymiotne i, jak wspomniano, antywirusowe. To rozdział, którego w pierwszej książce praktycznie nie było.
Odmiany konopi uprawiane w USA. Rozdział poświęcony temu, jak amerykański rynek medyczny wymusił na hodowcach rozwój wielu odmian o różnych profilach kannabinoidowo-terpenowych. To kontrast z polskim rynkiem aptecznym, w którym do dyspozycji jest dziś kilka surowców z bardzo zbliżoną etykietą „THC × CBD”.
Surowiec farmaceutyczny, nie lek – i dlaczego to ważne
W polskim porządku prawnym (Ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii znowelizowana w 2017 r., realny dostęp w aptekach od 2019 r.) medyczna marihuana to surowiec farmaceutyczny do sporządzania leków recepturowych, a nie zarejestrowany produkt leczniczy. To rozróżnienie nie jest tylko prawniczą subtelnością, z niego wynika kilka konsekwencji, które autorka omawia.
Po pierwsze, refundacja jest praktycznie niemożliwa w obecnym modelu. Po drugie, lekarz nie dysponuje „ulotką” w sensie ChPL (Charakterystyki Produktu Leczniczego), opiera się na piśmiennictwie, doświadczeniu i własnym osądzie. Po trzecie, jakość partii bywa zmienna, a to oznacza, że ten sam pacjent może w kolejnych miesiącach dostać surowiec o nieco innym profilu.
Wszystko to brzmi jak wada systemu, i częściowo nią jest. Ale autorka zwraca uwagę, że to jednocześnie daje surowcowi naturalnemu przewagę nad próbami „lekowizacji” pojedynczych kannabinoidów. Bo o tej drugiej drodze również trzeba powiedzieć kilka słów.
Fiasko modelu Sativex/Epidiolex – czyli granice redukcjonizmu
Sativex (nabiksimole, ekstrakt 1:1 THC/CBD) i Epidiolex (oczyszczony CBD do padaczek lekoopornych) miały być triumfem nowoczesnej farmacji nad „ziołem”. W praktyce, pisze autorka, okazały się rynkowym i farmakologicznym rozczarowaniem. Sativex utknął na wąskiej liście wskazań (spastyczność w SM), z ceną, która zamknęła mu drogę do refundacji w wielu krajach. Epidiolex ma rzeczywistą skuteczność w zespołach Draveta i Lennoxa-Gastauta, ale jego cena (kilkanaście tysięcy dolarów rocznie na pacjenta w USA) wywołała falę krytyki, bo aptekarsko sporządzony olej CBD bywa kilkadziesiąt razy tańszy.
Głębszy problem dotyczy farmakologii. Ben Whalley i Ethan Russo opisali zjawisko entourage effect: kannabinoidy w obecności terpenów i innych związków rośliny działają inaczej (zwykle korzystniej) niż w izolacji. Whiting i wsp. w meta-analizie z 2015 r. w JAMA pokazali, że dowody na skuteczność pojedynczych kannabinoidów są umiarkowane, najmocniejsze tam, gdzie pacjent dostaje pełen ekstrakt lub surowiec roślinny.
To nie znaczy, że pojedyncze kannabinoidy są bezużyteczne. Znaczy, że model „wyizolujemy jedną cząsteczkę i sprzedamy jako lek” w przypadku Cannabis sativa nie sprawdził się tak, jak liczyły firmy farmaceutyczne. I to jest, zdaniem autorki, jeden z powodów, dla których system regulacyjny wreszcie zaczyna uznawać surowiec.
Polski kontekst – opioidy, lekarze, pacjenci
W rozmowie zatrzymaliśmy się też na tym, czego w książce jest mniej, ale co dla polskiego czytelnika jest najbardziej namacalne: rosnący problem opioidów. Anderson i wsp. już w 2014 r. pokazali w JAMA Internal Medicine, że stany USA z dostępem do medycznej marihuany odnotowały niższą o ~25% umieralność z powodu przedawkowania opioidowych leków przeciwbólowych. To nie jest argument na rzecz „zastąpienia” opioidów konopiami, to argument za tym, że dobrze prowadzony pacjent z bólem przewlekłym dostaje narzędzie pozwalające zredukować dawki opioidów.
Polska idzie ścieżką amerykańską z opóźnieniem. Zużycie silnych opioidów rośnie, a procedur kontroli i opieki nad pacjentem bólowym nie przybywa w tym samym tempie. Tu autorka jest ostrożna: nie sugeruje, że konopie rozwiążą kryzys opioidowy. Sugeruje, że dziś jest lepszy moment niż za 5 lat, by włączyć je w arsenał leczenia bólu, zanim epidemia uzależnień się rozkręci na dobre.
Drugi polski wątek to środowisko medyczne. Autorka wielokrotnie podkreśla, że stanowiska lekarzy zmieniają się powoli, ale realnie, dzięki szkoleniom, kursom certyfikacyjnym, dostępowi do polskojęzycznych materiałów. Badanie Iwaniec i wsp. z 2025 r. potwierdza tę dynamikę: świadomość pacjentów rośnie, ale wciąż wyprzedza wiedzę przeciętnego lekarza POZ. Książka Komu pomaga medyczna marihuana? jest w tym sensie narzędziem dwustronnym, czyta ją zarówno pacjent szukający informacji, jak i lekarz, który chce się doszkolić bez konieczności brnięcia przez angielskojęzyczne meta-analizy.
Konopie poza medycyną – wątek, którego nie wolno pominąć
Ostatni rozdział, który chcę podkreślić, dotyczy konopi włóknistych jako surowca przemysłowego. To wątek, w którym autorka wychodzi poza ścisłą medycynę, ale logicznie zamyka opowieść. Konopie to roślina, z której da się robić tekstylia (lepsze niż bawełna pod względem zużycia wody), materiały budowlane (hempcrete), bioplastiki, papier i biopaliwa. W epoce, w której rozmawiamy o odchodzeniu od przetwórstwa ropy naftowej, to nie jest temat ezoteryczny, to temat polityki przemysłowej.
Polska ma w tym obszarze historię (m.in. odmiany białostockie hodowane od dekad w Instytucie Włókien Naturalnych) i potencjał agronomiczny. Książka nie zamienia się w manifest, ale stawia tezę, którą warto przemyśleć: nie da się sensownie regulować konopi medycznych w oderwaniu od konopi włóknistych, bo to jest ta sama roślina i ten sam łańcuch wartości.
Gdzie kupić książkę „Komu pomaga medyczna marihuana?”
Wydawnictwo Krytyki Politycznej (wydawnictwo.krytykapolityczna.pl) oraz większe księgarnie internetowe. Książka ukazała się w czerwcu 2023 r., liczy ok. 400 stron i zawiera obszerną bibliografię.
Czym ta książka różni się od poprzedniej „Historii hipokryzji”?
Nowymi rozdziałami: o COVID-19 i kannabinoidach (głównie kwasach CBDA, CBGA), o transplantacjach i statusie pacjentów stosujących THC, o kwasowych formach kannabinoidów (THCA, CBDA, CBGA) oraz o odmianach konopi rozwiniętych na rynku amerykańskim po wprowadzeniu programów stanowych.
Czy kwasy kannabinoidowe (THCA, CBDA) działają jak THC i CBD?
Nie. Kwasy występują w świeżej, niepodgrzanej roślinie i mają odmienny profil farmakologiczny. Po dekarboksylacji (ogrzaniu) THCA przechodzi w THC, a CBDA w CBD. Sama postać kwasowa ma własną aktywność, m.in. potencjalnie przeciwzapalną i przeciwwymiotną, badaną głównie in vitro i na modelach zwierzęcych.
Dlaczego Sativex i Epidiolex nazywa się „fiaskiem”?
Pojedynczy kannabinoid (Epidiolex) lub ścisła proporcja dwóch (Sativex) miały być nowoczesnym lekiem o przewadze nad surowcem roślinnym. W praktyce wąskie wskazania, bardzo wysokie ceny i ograniczona przewaga kliniczna nad ekstraktami pełnowidmowymi sprawiły, że oba produkty nie powtórzyły komercyjnego sukcesu, jakiego oczekiwał przemysł farmaceutyczny.
Czy medyczna marihuana może zastąpić opioidy w leczeniu bólu?
Nie zastąpić, ale uzupełnić i zredukować dawki. Badania (m.in. Anderson 2014, JAMA Intern Med) pokazały spadek śmiertelności z powodu przedawkowań opioidowych w stanach USA z legalnym dostępem do konopi medycznych. To narzędzie wymaga prowadzenia przez lekarza i nie powinno być wprowadzane samodzielnie.
Powiązane materiały
- Odcinek 027, dr Dorota Rogowska-Szadkowska o książce „Komu pomaga medyczna marihuana?”
- HIV, AIDS i marihuana medyczna, co pokazują badania
- CBGA (kwas kannabigerolowy), co mówi nauka
- CBC (kannabichromen), co mówi nauka
Źródła
- Whiting PF et al. Cannabinoids for Medical Use: A Systematic Review and Meta-analysis. JAMA 2015. PMID: 26103030
- National Academies of Sciences, Engineering, and Medicine. The Health Effects of Cannabis and Cannabinoids: The Current State of Evidence and Recommendations for Research. 2017. NBK423845
- Russo EB. Taming THC: potential cannabis synergy and phytocannabinoid-terpenoid entourage effects. Br J Pharmacol 2011. PMID: 21749363
- Anderson DM, Rees DI, Sabia JJ. Medical marijuana laws and suicides by gender and age. JAMA Intern Med 2014. PMID: 25154105
- Rogowska-Szadkowska D. Komu pomaga medyczna marihuana? Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2023. wydawnictwo.krytykapolityczna.pl
- Iwaniec K et al. Public understanding of medical cannabis in Poland. Front Public Health 2025. frontiersin.org
Disclaimer. Niniejszy artykuł ma charakter wyłącznie informacyjny i edukacyjny. Stanowi omówienie publikacji naukowo-popularnej i nie zastępuje konsultacji lekarskiej. Medyczna marihuana w Polsce dostępna jest wyłącznie na receptę jako surowiec farmaceutyczny do sporządzania leków recepturowych. Decyzję o włączeniu jakiejkolwiek terapii kannabinoidowej, w tym preparatów CBD dostępnych bez recepty, należy podejmować po konsultacji z lekarzem prowadzącym, szczególnie u pacjentów przyjmujących inne leki (interakcje z cytochromem P450), kobiet w ciąży i karmiących, dzieci oraz osób z chorobami psychicznymi w wywiadzie.
Artykuł ma charakter wyłącznie edukacyjny. Nie stanowi porady medycznej. Decyzje terapeutyczne podejmuj wyłącznie po rozmowie ze swoim lekarzem prowadzącym.