WIEDZA · CBD

Etykiety ekstraktów CBD: dlaczego producenci piszą „aromaterapia”, a nie „spożyj”?

Dlaczego polskie etykiety olejków CBD mówią o aromaterapii i waporyzacji? Mecenas Klaudia Zadworna tłumaczy novel food, furtkę GIS i stanowisko GIF.

TO
Tomasz Olubczyński
20 października 2023 9 min czytania

Klient kupuje w polskim sklepie olejek CBD i czyta na opakowaniu: „produkt do aromaterapii”, „do waporyzacji”, czasem „kosmetyk”. Na butelce, pipeta. W instrukcji ani słowa o dawkowaniu, ani o tym, „ile kropli pod język”. Konsument jest zdezorientowany, sprzedawca rozkłada ręce, a producent zna powód: to nie marketingowy kaprys, tylko reakcja na unijne prawo żywnościowe i polską praktykę kontrolną.

W 037. odcinku Rozmów Konopnych radczyni prawna Klaudia Zadworna, która specjalizuje się w prawie konopnym od 2018 roku, rozkłada na czynniki pierwsze chaos polskich etykiet. Ten artykuł porządkuje jej argumentację i pokazuje, gdzie kończy się prawo, a zaczyna interpretacja urzędnika.

Novel food: jedno rozporządzenie, które wywróciło rynek

Punktem wyjścia jest unijna lista novel food, nowej żywności. Komisja Europejska prowadzi katalog produktów, które nie miały udokumentowanej historii spożycia w Unii przed 15 maja 1997 roku. Wpis na tę listę nie jest zakazem sprzedaży, jest jednak obowiązkiem przejścia procedury autoryzacji opisanej w rozporządzeniu (UE) 2015/2283.

W styczniu 2019 roku Komisja zaktualizowała wpis dotyczący Cannabis sativa L.: kwiaty, ekstrakty i wyizolowane kannabinoidy (w tym CBD) zostały zaklasyfikowane jako novel food. Tradycyjne spożywanie liści i nasion konopi nie zostało zakwestionowane, ale wszystko, co wymaga ekstrakcji, wpada w tryb autoryzacji.

Skutek dla polskiego rynku jest prosty i nieprzyjemny: olejku CBD nie można legalnie wprowadzić do obrotu jako żywności, dopóki konkretna formulacja nie przejdzie procedury europejskiej. A ta trwa lata i kosztuje krocie, na które średni polski producent nie ma środków.

„Aromaterapia” i „waporyzacja” jako tarcza prawna

Zadworna tłumaczy, że producenci uciekli w język, który omija reżim żywnościowy. Słowa wybierane są chirurgicznie:

  • „Produkt do aromaterapii”, pozycjonuje olejek jako kosmetyk lub wyrób przeznaczony do wdychania zapachu, nie do spożycia.
  • „Do waporyzacji”, sugeruje inhalację, czyli inny szlak podania niż doustny; znów: nie żywność.
  • Brak słów „dawkowanie”, „spożyć przed”, „przyjmować”, każde z nich może być potraktowane przez inspektora jako dowód, że produkt ma być jedzony lub pity, a więc jest nielegalną żywnością.

To nie jest gra w chowanego dla zabawy. Sanepid czyta etykietę dosłownie. Jeden zwrot sugerujący spożycie wystarczy, by zakwalifikować całą partię jako nielegalną żywność nowego typu, z konsekwencjami opisanymi niżej.

Furtka suplementów: zgłoszenie do GIS i procedura, która nigdy się nie kończy

Druga ścieżka, którą część producentów obrała równolegle, to zgłoszenie produktu jako suplementu diety do Głównego Inspektoratu Sanitarnego. Wpis trafia do publicznego rejestru i otrzymuje status „aktywne”, co brzmi jak zatwierdzenie, ale formalnie oznacza jedynie, że GIS przyjął zgłoszenie i prowadzi postępowanie wyjaśniające.

Zadworna podkreśla pułapkę tego mechanizmu: postępowanie wyjaśniające potrafi ciągnąć się latami, bo GIS sam nie jest pewien, jak rozstrzygnąć konflikt między krajowym prawem suplementowym a unijnym statusem novel food. W praktyce powstał szary obszar: produkty są oficjalnie zgłoszone, „aktywne” w bazie, dostępne w sprzedaży, ale ich legalność można w każdej chwili zakwestionować, gdy procedura wreszcie się zakończy negatywnie.

Co więcej, w przypadku decyzji odmownej istnieje praktyka ponownego zgłoszenia tej samej receptury pod inną nazwą handlową. Pętla zaczyna się od nowa. To nie jest obejście prawa, to wykorzystanie luki, którą sama administracja zostawia, nie podejmując decyzji.

Oświadczenia zdrowotne: dlaczego blog sklepu nie może „leczyć”

Trzeci front to oświadczenia zdrowotne. Unijne prawo żywnościowe (rozporządzenie 1924/2006) zabrania przypisywania żywności właściwości leczniczych. W praktyce oznacza to, że sklep internetowy z olejkami CBD nie może na karcie produktu napisać, że „CBD pomaga w bezsenności” albo „redukuje stany lękowe”, nawet gdy badania kliniczne sugerują takie działanie.

Mecenas Zadworna wskazuje rozwiązanie, które stosuje część odpowiedzialnych sprzedawców: blog edukacyjny obok sklepu, prowadzony jako odrębne medium, z linkami do niezależnych źródeł, publikacji naukowych, baz takich jak PubMed, opracowań organizacji pacjenckich. Kluczowa jest separacja: tekst edukacyjny nie może być reklamą konkretnego produktu, a karta produktu nie może linkować do tekstu, który de facto czyni z niej lek.

Granica jest cienka i każdy redaktor sklepu chodzi po niej codziennie.

Stanowisko GIF: zero THC kontra ustawowe 0,3 procent

Druga połowa rozmowy z Zadworną dotyczy stanowiska Głównego Inspektora Farmaceutycznego, które w ostatnich latach wprowadziło dodatkowe zamieszanie. GIF stoi na stanowisku, że ekstrakty z konopi wprowadzane na polski rynek powinny być wolne od THC.

Problem w tym, że ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii z 2005 roku w artykule 4 pkt 5 definiuje konopie włókniste jako rośliny, w których suma THC w wierzchołkach kwiatowych nie przekracza 0,3 procent. Ustawa dopuszcza więc obecność śladowych ilości THC w samej roślinie, a w konsekwencji w wytworzonym z niej ekstrakcie pełnospektralnym.

Stanowisko GIF wykracza poza brzmienie ustawy: organ administracji żąda zera tam, gdzie ustawodawca dopuścił ułamek procenta. Z prawnego punktu widzenia jest to interpretacja contra legem, przeciwko ustawie, i Zadworna konsekwentnie ją kwestionuje. W praktyce jednak interpretacja GIF kształtuje codzienność producentów, bo to ona trafia do inspektorów w terenie.

Praktyka kontroli: Sanepid, zwierzęta i presja zachodnich sąsiadów

Codzienność branży CBD to nie tylko teoria prawa, ale i jego egzekucja. Zadworna opisuje typowy scenariusz kontroli Sanepidu: inspektorzy wchodzą do sklepu lub magazynu, kwalifikują towar jako nielegalną żywność nowego typu i zajmują całą partię. Co istotne, w jej praktyce zawodowej zwroty zajętego towaru są rzadkością, nawet gdy postępowanie kończy się brakiem rozstrzygnięcia w sprawie samego producenta. Sklep traci stock i de facto kapitał obrotowy.

Osobnym wątkiem są produkty CBD dla zwierząt. Tu chaos jest jeszcze większy, bo nakłada się na siebie reżim novel food, prawo paszowe oraz przepisy weterynaryjne. Producenci olejków dla psów i kotów lawirują między kategoriami „pasza”, „karma uzupełniająca” i „kosmetyk dla zwierząt”, a każdy wybór ma inne konsekwencje przy kontroli.

Perspektywa zmiany istnieje i, paradoksalnie, przychodzi z zewnątrz. Liberalizacja w Niemczech (Cannabis Act z 2024), wcześniejsze otwarcie czeskiego rynku oraz rosnąca obecność ukraińskich producentów konopnych po wojnie tworzą wokół Polski coraz luźniejszy reżim. Trudno utrzymywać twarde stanowisko GIF, gdy zza Odry napływają produkty zgodne z prawem unijnym, a po stronie wschodniej granicy buduje się nowy rynek. Mecenas Zadworna ostrożnie prognozuje, że presja regulacyjna z zewnątrz wymusi w Polsce zmianę interpretacji szybciej niż wewnętrzna debata polityczna.

Co z tego wynika dla konsumenta i dla branży?

Dla konsumenta wniosek jest prosty: dziwna etykieta polskiego olejku CBD to nie nieuczciwość producenta ani jego niekompetencja. To dowód, że producent czyta przepisy i woli wystawić się na pytania klientów niż na utratę całej partii w czasie kontroli. Pytanie sprzedawcy o szczegóły dawkowania, prowadzone w rozmowie a nie na opakowaniu, jest racjonalnym sposobem uzyskania informacji.

Dla branży mecenas Zadworna sugeruje trzy filary higieny prawnej: spójna i ostrożna etykieta, świadome korzystanie z mechanizmu suplementowego ze świadomością jego prowizoryczności oraz oddzielony od sklepu blog edukacyjny z odsyłaczami do niezależnych źródeł. Żaden z tych elementów nie gwarantuje spokoju, ale razem znacząco zmniejszają ryzyko utraty towaru w pierwszej kontroli.

Cała rozmowa, z konkretnymi przykładami spraw, które mecenas prowadziła, jest dostępna w 037. odcinku Rozmów Konopnych.

FAQ

Dlaczego na olejku CBD pisze „aromaterapia”, skoro pipeta wygląda na doustną?

Bo wpis kannabinoidów na unijną listę novel food zablokował sprzedaż ekstraktów konopnych jako żywności bez kosztownej autoryzacji. Producenci, używając języka kosmetycznego lub aromaterapeutycznego, omijają reżim żywnościowy i zmniejszają ryzyko zajęcia towaru przez Sanepid. Pipeta pozostaje, bo wygodnie się nią dawkuje, ale słowo „dawkowanie” już z etykiety znika.

Co znaczy status „aktywne” w rejestrze GIS przy suplemencie z CBD?

Tylko tyle, że Główny Inspektorat Sanitarny przyjął zgłoszenie i prowadzi postępowanie wyjaśniające. To nie jest pozytywna decyzja ani zatwierdzenie. Procedury ciągną się latami i, jak tłumaczy mecenas Zadworna, w razie negatywnego rozstrzygnięcia ten sam produkt potrafi wrócić na rynek pod inną nazwą handlową, rozpoczynając cykl od nowa.

Czy polskie prawo dopuszcza THC w olejku CBD?

Ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii z 2005 roku definiuje konopie włókniste jako rośliny o zawartości THC do 0,3 procent w wierzchołkach kwiatowych, śladowe ilości THC w ekstrakcie pełnospektralnym mieszczą się więc w definicji legalnej rośliny. Stanowisko Głównego Inspektora Farmaceutycznego idzie jednak dalej i wymaga produktów wolnych od THC, co tworzy konflikt interpretacyjny z brzmieniem ustawy.

Czy sklep z CBD może napisać na blogu, że CBD pomaga na bezsenność?

Nie powinien, jeśli blog jest powiązany ze sprzedażą konkretnego produktu, wówczas tekst staje się oświadczeniem zdrowotnym przypisującym żywności właściwości lecznicze, czego zabrania unijne rozporządzenie 1924/2006. Bezpieczniejsza praktyka to oddzielny blog edukacyjny, prowadzony jako niezależne medium z odsyłaczami do publikacji naukowych i niezależnych źródeł, bez bezpośredniej promocji sklepowych produktów.

Co się dzieje, gdy Sanepid uzna olejek CBD za nielegalną żywność?

W typowym scenariuszu inspektorzy zajmują całą znalezioną partię towaru. W praktyce zawodowej mecenas Zadworny zwroty zajętego stocku są rzadkie, nawet gdy postępowanie wobec producenta nie kończy się jednoznacznym rozstrzygnięciem. Sklep ponosi więc realne straty finansowe niezależnie od finałowej decyzji, co jest jednym z głównych powodów ostrożnego brzmienia etykiet.

Powiązane materiały

Źródła

  1. Komisja Europejska, Novel Food Catalogue, wpis Cannabis sativa L. i kannabinoidy: food.ec.europa.eu
  2. Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2015/2283 z dnia 25 listopada 2015 r. w sprawie nowej żywności: eur-lex.europa.eu
  3. Ustawa z dnia 29 lipca 2005 r. o przeciwdziałaniu narkomanii (Dz.U. 2005 nr 179 poz. 1485), art. 4 pkt 5, definicja konopi włóknistych do 0,3% THC: isap.sejm.gov.pl
  4. Główny Inspektorat Sanitarny, Rejestr produktów objętych powiadomieniem o pierwszym wprowadzeniu do obrotu: powiadomienia.gis.gov.pl
  5. Główny Inspektorat Farmaceutyczny, komunikaty i stanowiska dotyczące produktów konopnych: gov.pl/web/gif
  6. Chambers and Partners, Practice Guide: Medical Cannabis & Cannabinoid Regulation 2025, Poland: practiceguides.chambers.com

Disclaimer. Materiał ma charakter edukacyjny i nie stanowi porady prawnej ani medycznej. Stan prawny i interpretacje organów administracji opisane w tekście odpowiadają sytuacji z okresu nagrania 037. odcinka Rozmów Konopnych (październik 2023) oraz aktualizacjom dokonanym w trakcie redakcji artykułu. W konkretnej sprawie, w szczególności przy wprowadzaniu produktu CBD do obrotu, prowadzeniu sprzedaży lub w razie kontroli Sanepidu, należy skonsultować się z radcą prawnym lub adwokatem specjalizującym się w prawie żywnościowym i konopnym.

Uwaga edukacyjna

Artykuł ma charakter wyłącznie edukacyjny. Nie stanowi porady medycznej. Decyzje terapeutyczne podejmuj wyłącznie po rozmowie ze swoim lekarzem prowadzącym.

Newsletter

Nowy artykuł co tydzień.

Najnowsze przewodniki, podsumowania badań i rzetelne informacje — w jednym mailu.