00:00:00 Wprowadzenie — druga część rozmowy o Zielonym Ładzie
Tomasz Ołubczyński: Możemy zyskać dopłaty dlatego, że konopie pochłonęły CO2. A teraz zaczynamy. Dzisiejsza rozmowa jest drugą częścią nagrania z Marcinem Marczakiem. Temat był na tyle obszerny, że nie udało się zmieścić całej rozmowy w jednym odcinku. Tematem dzisiejszego spotkania będą kredyty węglowe. Dzień dobry Marcinie. Witam serdecznie. Wracamy do kwestii niedokończonej.
00:00:54 Czym są kredyty węglowe — system ETS i ekwiwalent CO2
Marcin Marczak: Czy możesz nam wytłumaczyć, czym są w ogóle kredyty węglowe? Jeśli chodzi o kredyty węglowe, to wszystko tak naprawdę zaczęło się wraz ze stworzeniem giełdy w Unii Europejskiej, ale nie tylko, bo giełdy ETS są giełdami światowymi, giełdami handlu emisji. Czyli kredyt węglowy jest to jednostka ekwiwalentu CO2, czyli tak naprawdę chodzi o przeliczenie wszelkich gazów cieplarnianych na jedną jednostkę i ona tworzy tą jednostkę CO2, czyli tak zwane właśnie te emisje ETS. I teraz. Te jednostki mają dwojaki charakter.
Po pierwsze, oczywiście cały system ETS, czyli to, co zostało stworzone Unii Europejskiej, ma na celu redukcję emisji, czyli ma na celu wprowadzenie systemu, w którym firmy będą płacić za to, że emitują do atmosfery gazy cieplarniane, czyli gazy, które powodują efekt cieplarniany, które szkodzą, które generalnie zatruwają środowisko. Natomiast. To jest jak gdyby jedna część systemu certyfikatów i kredytów węglowych i procesu, ponieważ tu mówimy o emisji. Natomiast mamy jeszcze drugą kolejną rzecz, czyli tak zwane de-emisje, czyli sekwestrację CO2, czyli pochłanianie CO2.
I kredyt węglowy może w pewnym sensie zarówno odnosić się do kredytu węglowego emisyjnego, jak i do kredytu węglowego sekwestracji CO2. Czyli jedni płacą za emisję, a drudzy mogą mieć płacone za pochłanianie. Czyli tak naprawdę. To jest ta druga strona, gdzie możemy otrzymać pieniądze w zamian za to, że naszą działalnością, naszą aktywnością radykujemy ślad węglowy. Ma to sens, przynajmniej na pierwszy rzut oka.
00:02:42 Ślad węglowy łańcucha dostaw — Scope 1, 2 i 3
Marcin Marczak: Czym jest zatem ślad węglowy łańcucha dostaw i jak się go liczy? Jeśli chodzi o łańcuch, znaczy w ogóle ślad węglowy, to wyróżniamy jak gdyby trzy poziomy emisji. Scope 1 to są paliwa kopalne, które bezpośrednio spalamy, które mamy w przedsiębiorstwie, to jest najprostsza rzecz, bo ile na przykład węgla zużyliśmy, tyle mamy na pierwszym śladzie węglowym, czyli na Scopie 1. Później już zaczyna być sytuacja trochę bardziej skomplikowana, bo mamy Scope 2, czyli to są emisje związane z elektrycznością i z ciepłem zużywanym w przedsiębiorstwie.
A Scope 3 to jest najbardziej interesujący, przynajmniej dla mnie, obszar, ponieważ tutaj dotykamy, tak jak sama nazwa wskazuje, całego łańcucha dostaw. Czyli liczymy emisje wszystkie związane z aktywnością przedsiębiorstwa, z wytworzeniem danego surowca. I to nie chodzi tylko o same emisje, powiedzmy, nie wiem, związane z tym, jakich używamy rzeczy do produkcji. To jest zdecydowanie bardziej, znaczy jeszcze szerzej pojęte zagadnienie.
Mianowicie, jeśli chodzi o ślad węglowy, w całym układzie, w całym łańcuchu dostaw, to tutaj tak naprawdę on obejmuje 15 kategorii, czyli liczenie śladu węglowego zakupionych towarów i usług, czyli każdy komponent, każda śrubka, każda metalowa część czy plastikowa część, która wchodzi w skład produktu, powinna mieć określony ślad węglowy i powinniśmy wiedzieć, jaki jest ślad węglowy łącznie wszystkich komponentów, które złożyły się na daną część.
I oczywiście, jeśli mamy na przykład belkę stalową, która wychodzi, jest kopalnia, luda, żelazo, baza przetopiona i jest zrobiona belka, to to jest proste, ale jeśli mamy na przykład do czynienia ze statkiem, który składa się z 10 tysięcy różnych części, to samo określenie już tych części będzie bardzo skomplikowane.
Później mamy emisje, które powstały w wyniku budowy lub zakupu kapitału, więc emisje kapitałowe też się liczą, paliwo i energia, źródeł energii, które są uwzględnione w firmie, transport i dystrybucja, czyli gdzie dany produkt ląduje i jak on jest przetransportowany, jak daleko on musi dojechać, to też jest wszystko liczone. Później mamy odpady generowane w operacjach, czyli zakres dotyczący tego, co powstaje, co musi być zutylizowane i jaki jest też koszt utylizacji odpadu, który powstał w produkcji.
Co ciekawe, jednym z elementów skopu trzeciego są również podróże biznesowe, czyli w zależności od tego, co jest w przedsiębiorstwie dużo lata po świecie, to to też się wlicza do śladu trzeciego. I to jest jedna z moich ulubionych kategorii, podróże pracowników do pracy, czyli środki transportu, jakimi ludzie przyjeżdżają do pracy i jak mają daleko, również są uwzględnione w śladzie węglowym.
Mamy też leasing, inwestycje, ale później i tutaj jak gdyby zamykamy to, co się dzieje do momentu wytworzenia, ale ślad węglowy, skop 3, tak naprawdę mówi się, to jest od kołyski aż po grób, from crib to grave, czyli patrzymy też na to, jakie jest użytkowanie sprzedanych produktów, jaki jest koniec życia sprzedanych produktów, czyli co się stanie z produktem później, jakie było zmniejszenie emisji z zakupowanych produktów związanych z redukcją, jakie są też koszty emisyjne związane z franczczyzną, z inwestycjami i z leasingami operacyjnymi, czyli to dotyczy tak naprawdę całości operacji, ale łącznie z niektórymi operacjami kapitałowymi, właśnie leasingiem, bo jak mamy samochód leasingowy, to nam się nie liczy bezpośrednio przedsiębiorstwa, ale już w skopie trzecim liczy nam się jak najbardziej, więc to jest bardzo szeroko pojęty obszar, który dotyczy całości aktywności biznesowej, łącznie z wytworzeniem surowców, ale też właśnie z taką aktywnością biznesową, jak podróże służbowe, jak dojazd pracowników do pracy, czyli wszystko to, co wydarzyło się i wygenerowało emisję, żeby dany rynek nie tylko trafił na rynek,
00:07:00 Case study: fabryka w Polsce vs w Chinach
Marcin Marczak: ale też z tego rynku zniknął. No dobra, czyli nie wiem czy dobrze rozumiem, jeżeli fabryka załóżmy samochodów elektrycznych jest zlokalizowana, jedna będzie w Polsce, a druga będzie zlokalizowana w Chinach. Jeżeli pracownicy, którzy pracują w tej fabryce w Chinach będą dojeżdżać sto kilometrów do swojego zakupu, do zakładu pracy, to ich ślad węglowy będzie większy niż w przypadku, gdy na przykład pracownicy w polskiej fabryce będą mieli na przykład odległość do tej fabryki taką samą. Dobrze rozumuję? Znaczy jeśli w Polsce mieliby powiedzmy, to i tak zależy, ale zaraz. Dobra.
W Polsce mamy dojazd do fabryki 10 kilometrów, a w Chinach mamy 100 kilometrów, pozornie wydawałoby się, że w Polsce ten ślad węglowy powinien być mniejszy. Tak. Ale ślad węglowy zależny jest od śladka transportu. Więc jeśli ci Chińczycy przejadą 100 kilometrów koleją, a do nas wszyscy pracownicy będą musieli dojechać samochodem, bo nie ma komunikacji miejskiej i nie ma sposobu połączenia tego, a ich kolej na przykład działa na OZE, to okaże się, że ci chińscy pracownicy, którzy dojechali 100 kilometrów, mają mniejszy ślad węglowy niż u nas, jeśli musiałyby się użyć do tego pojazdy spalinowe.
Dobra. Ale jeśli mielibyśmy sytuację, że u nas wszyscy w Chinach, czyli z miasteczka, dojeżdżają do fabryki na hulajnogach elektrycznych i mają prąd do tych hulajnog ze swojej instalacji OZE, no to w tym momencie nie będzie praktycznie śladu węglowego i oczywiście w takim prostym case, że mamy do czynienia z tym samym środkiem transportu, czym mniejsza jest odległość, tym lepiej.
Więc ten samochód elektryczny, który jest wyprodukowany w Polsce, a wyprodukowany w Chinach, będzie miał przede wszystkim ślad węglowy związany z transportem i dystrybucją, czyli on musi zostać załadowany na statek i ten statek ma paliwo, które jest wysoce emisyjne, które będzie wliczone w jego finalny ślad węglowy.
A pracuje się nad tym, żeby generalnie, znaczy opłata emisyjna jest poniekąd ukryta w każdym produkcie, bez względu na to, czy to tak oficjalnie brzmi, czy nie, bo jeśli wszystkie te główne działy, czyli i transport morski, i energia, są objęte właśnie opłatami za kredyty węglowe, czyli opłatami emisyjnymi za ekwiwalent CO2, to to jest koszt, który jest kosztem ukrytym, który każdy podmiot, który zużywał energię pochodzącą ze źródeł nieodnawialnych, musiał ponieść. Więc ona jest tak naprawdę zakumulowana w produkcie.
No i oczywiście pytanie, czy została i jak zbilansowana, ale to już jest… W przypadku wszystkich podzespołów, w przypadku na przykład samochodu elektrycznego, to jest suma wszystkich podzespołów, które składają się na ten pojazd. Tak, ale też działalności na przykład działu marketingowego, bo jeśli dział marketingowy będzie latał po całym świecie, a nie używał Zuma, to będzie znacznie wyższy ślad węglowy, bo zostanie doliczony ślad węglowy z lotu. I wiesz co, mam wrażenie, że ma to sens.
Z punktu widzenia takiego, że chcemy naprawdę określić, jaki jest wpływ danego produktu na środowisko i bierzemy pod uwagę jeszcze to, co się stanie z końcem życia, czyli emisje związane z utylizacją produktu po zakończeniu jego żywotności, to to ma jeszcze większy sens. Bo w tym momencie musimy też uwzględnić w procesie projektowania, z jakich materiałów jest wykonana dana rzecz, żeby później dało się to w miarę bezemisyjnie… Ok, dobra, dobra. To już mam obraz sprawy. Do tej pory nie byłem tak doadekowany w tej kwestii.
Z jakiegoś, nie wiem, Alibaby i nie wiemy, jak to zostało skonstruowane, a niestety, ale przeliczniki, w sumie dobrze, przeliczniki, które są, gdzie nie mamy tej informacji rzeczywistej emisji, są bardzo niekorzystne. Czyli jeśli podmioty zaangażowane, niech znamy ich bezpośrednio, mamy długi łańcuch dostaw o niewiadomym pochodzeniu, to z automatu będziemy mieli bardzo złe wskaźniki węglowe. I to jednocześnie tak naprawdę oznaczenie tego śladu węglowego na poziomie łańcucha.
Dostaw będzie przyczyniało się do tego, że będą promowane coraz krótsze łańcuchy dostaw, coraz bardziej lokalne i takie, które są udokumentowane, czyli będą promowane firmy, które nie boją się powiedzieć tego, jaki mają wpływ na środowisko.
Ok, dobra, bo nie zawsze zastanawiamy się, jaki tak naprawdę ślad węglowy pozostaje po naszych zakupach, na przykład na portalach typu… No jest ogromny, bo ten produkt musi zostać przetransportowany z drugiej strony świata, więc wysyłka tej jednej małej paczuszki wiąże się z przejechaniem przez pół świata i dopóki teraz jeszcze nie ma cła węglowego, to te koszty nie są tak wysokie, ale on teraz z każdym rokiem, ze względu na regulacje, które są wprowadzane m.in.
w Unii Europejskiej, ale to jest część tej globalnej dyrektywy, znaczy globalnego porozumienia, porozumienia paryskiego, one będą naliczane, tylko będą naliczane teraz z roku na rok coraz większe i w końcu okaże się, że jak dojdziemy do 2030, to my będziemy realnie widzieli przełożenie na koszt produktu, który przyjeżdża z zagranicy, a ten, który jest zrobiony lokalnie, będzie miał szansę być tańszy. Oczywiście w zależności od tego, jak zostanie przeprowadzona ta transformacja zeroemisyjna, to on albo będzie, albo nie, ale ma to promować skrócenie łańcuchów dostaw.
Docelowo powinniśmy, my jako konsumenci, powinniśmy mieć informacje na etykiecie produktu?
00:13:30 Konopie a kredyty węglowe — jasna strona mocy
Marcin Marczak: Będzie, tak, do tego się dąży. Do tego dąży się, żeby każdy produkt na swojej etykiecie miał ślad węglowy. Okej. Tym mało skomplikowanym spoilerem przejdźmy do pytania, jak konopie mają się do kredytów węglowych i łańcuchów dostaw? No i tu są dwie kluczowe rzeczy. Przede wszystkim zaczęliśmy od tego, że kredyty mogą być postrzegane na drodze. No dwa sposoby. Jako kredyt ten emisyjny, czyli ten taki standardowy ETS. No i tutaj nijak się mają, bo konopie raczej nie emitują.
Więc produkując produkty z konopi raczej nie musimy dopłacać, bo stoimy zupełnie po tej drugiej stronie barykady, po tej dobrej stronie barykady. Po jasnej stronie mocy. Tak, dokładnie. Ale ta jasna strona mocy daje nam tą szansę, że możemy zyskać dopłaty dlatego, że konopie pochłonęły CO2. I teraz zastanawiając się już i przechodząc do tego, aspektu, to konopie mają bardzo dużo do kredytów węglowych, bo dają szansę na to, żeby produkty, które z nich powstały, były zdecydowanie tańsze, bo przysługują im dodatkowe mechanizmy dopłat.
Czyli zakładamy oczywiście, że agronomia została poprowadzona i pole tak, że jest uprawiane w sposób zrównoważony, a nie konopie są uprawiane przy użyciu run-upu. Czyli staramy się, już wiadomo, że jeśli ktoś, rolnik czy jakaś kontraktacja wchodzi w konopie, to staramy się to, zbilansować i prowadzić w ten sposób zrównoważony i statystycznie pole konopi jest w stanie zaabsorbować, powiedzmy, od 10 do 20 ton CO2 w ciągu roku. Dodatkowo to się jeszcze przekłada na kolejne kredyty.
00:15:18 Hektar konopi — 10-25 ton CO2 absorpcji
Marcin Marczak: Jeszcze raz, jeszcze raz. Jeden hektar? Tak. Jeden hektar konopi jest w stanie zaabsorbować 10 ton CO2? 10 to nawet do 20. 10 ton CO2. Plus jeśli uwzględnimy jeszcze czynniki związane z rekultywacją gleby, to w takich najbardziej optymistycznych modelach mamy nawet do czynienia z pochłanianiem na jednostce terenu na poziomie 25 ton na hektar. A jak to ma się na przykład z innymi roślinami, które uprawiamy? Praktycznie wszystkie mają niższe wskaźniki. Okej. Nie znam drugiej rośliny, która byłaby w stanie tak efektywnie absorbować. Chodzi tutaj głównie też...
To jest ze względu na raz ten pozytywny efekt, który konopie mają w stosunku do gleby, czyli one poprawiają wszystkie parametry glebowe, które w tych modelach, które są używane do oznaczania wpływu i absorpcji, czyli jaki jest aktualny stan glebowy i ten, nazwijmy to, pól węglowy w glebie, a druga rzecz jest też to, co się dzieje na powierzchni, czyli bardzo dużo resztek pożniwnych, ze standardowych upraw, one gdzieś leżą na polu i się rozkładają, rzadko są na przykład mulczowane i wchodzą do gleby, natomiast konopie mają te zastosowania przemysłowe, gdzie ten dwutlenek węgla, który jest zaabsorbowany w tej nadziemnej części rośliny, może być trwale związany.
I to jest też bardzo ciekawe, bo to już z kolei podlega, bo to tak zwane projekty trwałej redukcji emisji, które mogą być rozliczane po stawce ETS i mogą realnie zmniejszać wskaźniki ETS-owe, ale to za chwilę sobie może... Przejdziemy do tego, jakie są te modele i jak to wygląda.
Natomiast też warto zaznaczyć jedną rzecz, że często jak myślimy o śladzie węglowym i absorpcji przez rośliny, to myślimy o tym, co się dzieje na powierzchni, a ilość węgla jako tego CO2 zaabsorbowanego przez glebę jest trzy razy większa niż to, co jest w częściach nadziemnych, jeśli chodzi o przyrodę, bo jedna łyżeczka gleby, która jest glebą taką próchniczą,
00:17:00 Życie w glebie i rolnictwo regeneratywne
Marcin Marczak: zawiera więcej mikroorganizmów niż żyje ludzi na naszej planecie. I to życie w glebie jest odpowiedzialne za akumulowanie CO2, za przetwarzanie. Na przykład jeśli jest dobra tak zwana populacja bakterii i grzybów, to one wiążą metan, który powstaje w rozkładzie biomasy i przetwarzają go na substancje odżywcze dla roślin.
Pasożytnicze bakterie i grzyby, to ta gleba emituje CO2, więc jedna jednostka terenu, czyli jedna jednostka pola jest w stanie albo absorbować CO2, albo nawet jak jest bardzo zanieczyszczona, teraz niestety mamy coraz więcej do czynienia z takimi typami gruntów, nie tylko w Polsce, ale na świecie, ze względu przez to jak była prowadzona agrotechnika, gdzie gleby emitują więcej CO2 niż absorbują w swoim cyklu. To się nie mówi za bardzo. No to jest temat niewygodny.
No bo to w tym momencie musielibyśmy zacząć mówić o tym, jak największe koncerny, które produkowały i zachęcały do używania różnego rodzaju nawozów i środków ochrony roślin niszczyły przyrodę i niszczyły główny ekosystem, który jest odpowiedzialny za obieg węgla organicznego, czyli życie w glebie, bo to życie w glebie jest odpowiedzialne za to, ale o tym się mówi w pewnym sensie niebezpośrednio, czyli zaczyna się mówić o rolnictwie zrównoważonym, o rolnictwie regeneratywnym, mówi się właśnie wreszcie o kredytach węglowych, które mogą pochodzić z rolnictwa i tak naprawdę to wszystko obejmuje właśnie te zagadnienia, czyli jak możemy mierzyć i określać obieg węgla organicznego i ile w tym procesie agrotechnicznym zostało zaobserwowane albo
00:19:28 Koniec darmowych przydziałów ETS — co zmieni 2030 rok
Marcin Marczak: oczywiście jeśli popełniliśmy błędy wyemitowane na danej jednostce terenu.
Tylko teraz też jeszcze jest właśnie ten bardzo ciekawy taki okres, w którym jesteśmy, ten okres zdecydowanych przemian całego rynku emisyjnego, bo do tej pory każdy kraj dostawał bardzo duże przydziały emisyjne, które mógł jak gdyby te kredyty darmowe i gospodarka mogła je sobie zużyć, a jak nie mogła zużyć albo miała nadmiar, to sprzedawała je na giełdach ETS-owych, a jak się okazywało, że firmy więcej wyprodukowały niż miały przydziały, to musiały je kupić i to te słynne opłaty ETS-u, kiedy widzieliśmy billboardy, ile mamy ETS-u w naszym prądzie, bo nie przeprowadziliśmy transformacji, już nie było podane przyczyny tego, tylko było podane, że to jest straszne, ale ten okres się właśnie kończy i od tego roku będziemy widzieli w systemie ETS bardzo dynamiczną zmianę przydziałów, a od 2030 nie będzie przydziałów i trzeba będzie kupić z projektów, które będą pochłaniały węgla, tyle, ile się wyemituje.
Czekaj, czekaj, czekaj. Będziemy kupować kredyty węglowe z przydziałów? Nie, nie będzie już przydziałów, czyli trzeba będzie z rynku je pozyskać. Czyli to będzie ten moment, kiedy musimy rozwinąć bardzo dużo projektów, które będą odpowiedzialne za absorpcję CO2, żeby udokumentować, że nasza gospodarka kolektywnie nie emituje więcej niż absorbuje, to na przestrzeni całego kraju będziemy musieli kupić od innego kraju, który jest bardziej zrównoważony. Będziemy musieli mu zapłacić za to, że my szkodzimy, a oni więcej CO2 wychwytują.
A najlepszym sposobem i najłatwiejszym, ja nie jestem orędownikiem i adwokatem żadnych instalacji wielkich do wyłapywania CO2 z powietrza, bo CO2 w powietrzu tak naprawdę jest bardzo mało, to nie są procenty, to są dziesiąte części procenta i na takim poziomie PPM-ów zrobienie filtrów i różnych innych mechanizmów, wyłapią to, jest po prostu efektywnie nieekonomiczne. Natomiast ewolucja przewidziała ten problem, bo znamy taki jeden mechanizm, jakby spojrzymy przez okno i do ogrodu, czyli rośliny.
One są świetne w przetwarzaniu dwutlenku węgla, wyłapywaniu energii słonecznej, przetwarzaniu tego w biomasę, czyli akumulowaniu CO2 z atmosfery. W zeszłym roku powstały, ale teraz zostały zatwierdzone mechanizmy, jak rolnictwo węglowe, czyli właśnie to rolnictwo, które ma za zadanie wyłapywać CO2, może być realizowane i jakie mogą być z tego tytułu dopłaty.
00:22:00 Negatywny ślad węglowy produktów konopnych
Marcin Marczak: Jest potencjalne rozwiązanie, że możliwe, że nawet powstanie giełda emisyjna rolnicza, czyli to będzie ta giełda deemisji, czyli rolnicy, którzy będą prowadzili uprawy w sposób zrównoważony, będą mogli dostać dopłatę od przemysłu, ale już mają takie mechanizmy, tylko to możliwe, że będzie już nawet taki oficjalny mechanizm, gdzie będą po prostu mieli płacone za to, co zrobili dobrego w kontekście gospodarki.
Każdy, kto w swoim przemyśle, w swoim łańcuchu dostaw uwzględni konopię, będzie mógł odliczyć zaabsorbowane CO2 od emisji całkowitej swojego produktu, czyli na poziomie tego łańcucha dostaw. Czyli jeśli teraz używamy produktu opartego o kopaliny, to on na poziomie Skołb-3 będzie miał ekstremalnie wysoki wskaźnik CO2, a jeśli użyjemy sorowca i przeprowadzimy sam proces produkcji mądrze, czyli na przykład nie będzie...
Będziemy brali energii z elektrowni napędzanej węglem, tylko użyjemy sobie resztek pożytniwnych w kogeneracji, wyprodukujemy sobie swój zeroemisyjny prąd i ciepło, to na koniec takiego krótkiego łańcucha dostaw konopnego ten produkt będzie absorbował więcej CO2 niż go emitował. Czyli de facto tej firmie, która użyje surowca konopnego w swoim łańcuchu dostaw będzie się jeszcze należała dopłata. Czyli ten produkt ma szansę naprawdę być tańszy, a na pewno konkurencyjny.
No bo jeśli z jednej strony produkty oparte o kopaliny będą musiały dopłacić, to nie mówimy o małych kwotach, bo jedna tona węgla to są dwie tony CO2. Tona CO2 w tym momencie jest 60 euro, czyli do każdej tony węgla dopłacamy 120 euro. Czyli teraz wyobraźmy sobie sytuację, że mamy tonę węgla, która powiedzmy tam w hurcie kosztuje 800 zł i dopłacamy do niej 300 euro emisji. To jej cena już nie jest 800, tylko jest 2000. Więc wszystko co zostało wyprodukowane na podstawie tej kopaliny nagle staje się ekstremalnie drogie. A jeśli po drugiej stronie barykady mamy tej jasnej strony mocy...
Mamy zakład, który napędził się sam kogeneracją z biomasy konopnej, która zaabsorbowała mnóstwo CO2. Ona nawet przy spalaniu produkuje połowę tego, co zaabsorbowała, czyli mamy czystą energię. Plus jeszcze użyliśmy surowiec konopny, żeby wyprodukować nasz produkt. Dajmy na to chociażby meble, tak jak robi jedna z polskich firm, substytut drewna, czy jakikolwiek inny produkt, chociażby nawet z włókna czy z paździerza wypełnienia, to nagle okazuje się, że ten produkt, który powstaje... On będzie miał negatywny ślad węglowy.
Czyli każdy, kto uczestniczył w tym łańcuchu dostaw będzie mógł dostać dopłaty z tytułu kredytów węglowych. Dobra, czyli nabierze to sensu w momencie, gdy... Zaczniemy handlować CO2, tak? Potencjalnie to tak... Jak człowiek jest w stanie wymyśleć sobie nowe przedsięwzięcie handlowanie... Oczywiście brzmi tak i sobie teraz trochę śmieszkujemy, ale za tym naprawdę stoją takie merytoryczne podwaliny, dlaczego to ma sens, bo to będzie promowało te produkty, które są naprawdę dobre dla środowiska, które nie szkodzą. I w tym momencie gospodarka oparta o węgiel, to można powiedzieć... Na polach.
I my nie musielibyśmy używać kopalni do produkcji energii, bo to jest bardzo wartościowy surowiec, który zawiera też mnóstwo mikroelementów. Natomiast jakbyśmy użyli tego surowca, czyli węgla, do nawożenia pól i stworzyli z niego węgiel organiczny jako część nawozu, to zyskalibyśmy dużo więcej niż jak spalamy go w elektrowniach czy elektrociepłowniach. No i to jest pomysł. Tak, bo to jest też miejsce dla rolników i dla kopalni.
00:27:02 Jak uzyskać certyfikat węglowy — metodologia i ryzyka
Marcin Marczak: W takim razie jak można uzyskać certyfikat węglowy? Przede wszystkim chodzi o udokumentowanie. I tutaj to nie jest taka prosta sprawa i nie jest łatwo stworzyć kredyt węglowy, bo wielu osobom to się wydaje, że a, no to sobie tutaj coś napiszemy i już. Powstało wiele organizacji, między innymi międzynarodowych, które są odpowiedzialne za weryfikację takich kredytów węglowych. Weryfikację metodologii. Musimy użyć software'ów, musimy użyć między innymi danych satelitarnych, żeby uwiarygodnić to pomiar, który został dokonany na przykład na polu.
I poza tym dalej mamy jednostki certyfikujące i jednostki weryfikujące, plus mamy dostępnych wiele różnych modeli i software'ów, które służą do przygotowania dokumentacji. Bo tutaj warto zwrócić uwagę, że ten mechanizm jak gdyby handlu... ...emisjami, ale też handlu redukcją emisji, czyli tam to się nazywało CDM w ONZ-cie, on został stworzony, bodajże chyba przy nawet protokole Kyoto. I to był jeden z najbardziej spektakularnie nieudanych projektów przez ONZ zrobionych.
Bo generalnie idea była taka, że kraje rozwinięte mogą kupować takie projekty redukcji emisji, czyli zachowywania tej natury w innych krajach. No i wszystko fajnie, bo dzięki temu kraje z trzeciego świata mogą dostać więcej pieniędzy, kraje rozwinięte, które mają większą emisję mogą jak gdyby zagwarantować sobie, że za ten ich projekt te emisje pójdą na ich konto, czyli oni jak gdyby zapłacą za ratowanie natury.
Natomiast praktyka pokazała tak, że ponieważ te pieniądze wędrowały do krajów trzeciego świata, to w momencie kiedy były te pierwsze giełdy emisyjne tych projektów ONZ-owskich, to 60-70%. A niektórzy nawet mówią, że 80% kredytów węglowych okazało się niczym innym jak oszustwem, był to zwykły fraud. Bo oni wzięli pieniądze, na przykład za ratowanie dżungli, wycięli dżunglę, a później ci co wzięli pieniądze zniknęli w tej dżungli i już nikt ich nie znalazł. I tam poszły miliardy dolarów, które zostały po prostu wyprowadzone, no zwykłe oszustwo.
I to nawet ONZ mówił, że to był tak naprawdę jeden z ich najbardziej spektakularnych fejli, jeśli chodzi o projekty. I dlatego powstał cały mechanizm teraz i cała siatka instytucji, metodologii, organów weryfikujących i organów nadzorujących plus giełd, które też są odpowiedzialne za weryfikację tych kredytów węglowych, żeby tak naprawdę ktoś, kto finalnie za nie zapłaci, miał to poczucie bezpieczeństwa i komfortu, że ten projekt, w który on zainwestował, czyli te deemisje, które rzeczywiście kupił w formie kredytu węglowego, one są wartościowe.
Więc tu problem polega na tym, że czym użyjemy lepszych modeli, czym użyjemy bardziej wiarygodnych podmiotów do weryfikacji, które mają już renomę rynkową, tym jest większe prawdopodobieństwo, że dany kredyt węglowy sprzedamy.
Bo te, które są jak gdyby takimi noworodkami, których nikt nie zna i nikt nie zna jeszcze reputacji i nie mają tak naprawdę przez respektowane międzynarodowe organizacje, ewalucji swojej metodologii, ale też odpowiednio podpiętej dokumentacji, już nie samej metodologii, a konkretnego kredytu węglowego, czyli konkretnej jednostki, gdzie ona została wytworzona, jak to zostało zmierzone, jakie laboratoria, co badały, żeby rzeczywiście pokazać, że to miało miejsce, to możemy mieć do czynienia z albo bardzo wartościowymi kredytami węglowymi, albo z takimi, które są nic nie warte.
Znów ci, którzy opracowali już pewne rzeczy, czyli wiedzieli o tych mechanizmach trochę wcześniej, ale dbają też jednocześnie o ten audyt, transparentność i weryfikację, ci zyskują najwięcej, więc ja nie rekomenduję, żeby iść z jakimiś nie wiadomo jakimi nowo powstałymi tworami, bo najczęściej po prostu skończy się na tym, że możemy podpisać umowę jako rolnik na kredyty węglowe, natomiast ani nie zobaczymy pieniędzy.
Jeszcze możemy zobaczyć problemy, bo były też już takie organizacje, które starały się u rolników maksymalizować, ale w umowie było zapisane, że to rolnik ponosi odpowiedzialność za kredyty węglowe. I oni je sprzedali, ktoś je kupił, ale później spojrzał, że to jest bardzo duże jak na jednostkę terenu, poszedł do rolnika, żeby to zweryfikować, okazało się, że nie jest tak, jak było powiedziane i pozwał rolnika za to, że go okłamał. No bo tu już wchodzimy mimo wszystko w instrumenty finansowe, one są jeszcze różnie klasyfikowane.
Są to różnego rodzaju instrumenty finansowe i w tym momencie mamy już do czynienia z wyłudzeniem, z przestępstwem finansowym, więc za to to jest po prostu prawo karne. To już nie jest jakieś tam drobne oszustwo, tylko tu już mówimy o poważnych przestępstwach, więc bardzo ważne jest to, żeby korzystać naprawdę z dobrych, renomowanych i sprawdzonych instytucji, które pomogą w opracowaniu metodologii.
No i przede wszystkim do odpowiedniej dokumentacji, żeby każdy ten krok był odpowiednio transparentny, mógł podlegać audytowi, że jak przyjdzie do nas audytor i poprosi, żeby wskazać, to będziemy w stanie pokazać i udowodnić, że tak to było dobrze wyliczone.
Ale jest to, oczywiście brzmi to już teraz w tym momencie w sposób skomplikowany i może być takim trochę straszakiem, natomiast jeśli pójdziemy tym takim dobrym procesem, dobrą metodologią, użyjemy odpowiednich software'ów i metod, to jesteśmy bezpieczni, a jednocześnie wchodzimy w bardzo nowy obszar, bo to jest taki bitcoin naszych czasów, bo to jest, tak jak niektórzy mówią, handel powietrzny. Ktoś na tym zarobi. No na tym się zarabia bardzo dużo. A powiedz mi, czy w Polsce już są takie jednostki? Są, jest coraz więcej firm, które zaczynają oferować modele zagraniczne.
Wiem, że były też próby opracowywania polskich modeli, ale one niestety nie zakończyły się zbyt dużym sukcesem, bo Polacy chcieli sami sobie certyfikować, a zapomnieli o tym, że tutaj uczestniczą w rynku globalnym i to ich klientem najczęściej są duże korporacje, które muszą mieć to logo takie, żeby oni czuli się bezpiecznie. A z kolei wypracowanie mechanizmów, żeby zacząć być rozpoznawalną jednostką.
No to nie jest łatwa sprawa, więc ja rekomenduję, żeby iść jednak z takimi rozwiązaniami i współpracujemy z paroma takimi właśnie firmami, które zajmują się certyfikacją i weryfikacją, bo to jest łatwiejsza droga, ale też jest łatwiejsza droga później na rynkach finansowych, bo to jeszcze jedno jest stworzyć kredyt węglowy, którym oczywiście możemy handlować i głównie przy projektach tych sekwestracji, czyli deemisji, to chodzi o to, żeby ten, kto wykona, tą deemisję, czerpał zyski, czyli w przypadku konopi największe zyski może czerpać rolnik. O, i to jest dobra wiadomość.
Takie kredyty, które niby są określone dobrymi metodologiami, ale później nie wiadomo, co się do końca dzieje z tym produktem, to nie jest to bardzo ważne. Takie kredyty, które niby są określone dobrymi metodami, ale później nie wiadomo, co się do końca dzieje z tym produktem, to nie jest to bardzo ważne. Ciekawe, ilu rolników ma świadomość, że mogliby z czegoś takiego skorzystać. Za mało, bo są też firmy, które proponują rolnikom 7 euro, bo rolnicy nie wiedzą, że mogą mieć 50 i oni to sobie certyfikują i grają na tej różnicy i to też jest taka kolejna rzecz.
00:36:14 Ceny kredytów: 7 vs 30 euro — edukacja rolnika
Marcin Marczak: Okej, no ale to widzisz, to kwestia edukacji i standaryzacji pewnie wyeliminowała. Dojrzałości rynku, bo na początku jak ten, kto się przebije z nowym produktem, o którym nikt nie słyszał. To może sobie w pewnym sensie kształtować cenę, no bo jeśli nikt nie wie, ile to kosztuje, to każdy się cieszy, że to sprzedał. A jak sprzedał za jedną trzecią cenę, a o tym nie wie, to nie szkoda mu. Dopiero będzie mu szkoda, jak się dowie, że ta cena mogła być zdecydowanie wyższa.
Więc tak naprawdę za dobry kredyt, bo wiadomo, że osoba, jednostka certyfikująca, laboratorium, wszyscy też muszą na tym zarobić i osoba, która tym handluje, ale taka cena w przedziale 20-30 euro dla rolnika, już jest dobra cena i to jest coś, do czego powinniśmy dążyć, żeby mimo wszystko mniej więcej tyle pieniędzy zostawało w kieszeni rolnika.
Natomiast jeśli mamy bardzo dobrze poprowadzony ten łańcuch dostaw i powiedzmy na przestrzeni całego tego łańcucha złożyliśmy połowę emisji, które zostały zaabsorbowane i na koniec możemy wyjść z produktem i takim udokumentowanym już finalnym, na którym mamy kilka albo kilka dziesięcioletnastu ton dwutlenku węgla i to przemnożymy przez 20 euro czy 30 euro, no to już się robi więcej niż standardowa dopłata unijna per hektar, więc to może być naprawdę ciekawy mechanizm, tylko on musi być wykonany poprawnie i ważne jest też to, jakie podmioty później są zaangażowane w cały ten cykl.
A na takich kredytach węglowych podmiot lub rolnik? Musiałbym się skontaktować z tymi podmiotami, bo chyba nie mam autoryzacji, żeby mówić o ich wynikach finansowych, ale to myślę, że jeśli będzie zainteresowanie... Ale to są znaczne kwoty. Tak, zdecydowanie. Dobra, okej. Wrócimy do tematu, to nie uciekniesz przed tym. Te case, które znam, to widziałem modele, gdzie dla danego rolnika...
00:38:27 130-150 euro z hektara — realne przypadki
Marcin Marczak: Było nawet około 130-150 euro z hektara. 130 euro z hektara? Tak, dodatkowo. To ekstra pieniądze, które nie są wliczane w żadną inną pulę związaną z dopłatami. I na przykład ten rolnik akurat, on robił to w ten sposób, że przeznaczał te pieniądze na nasiona okrywkowe. On wtedy na przykład robił rośliny stromkowskie. Rolnice stromkowe, które tyle mu jeszcze azotu pobrały z atmosfery, że to mu się przekładało o redukcję w nawożeniu w kolejnym roku o ponad 1300 zł. Mówił 1200-1300.
Więc on to sobie jeszcze inwestował w mechanizm, który w kolejnym roku daje mu jeszcze więcej kredytów węglowych, a jednocześnie o, można powiedzieć, połowę zmniejszał sobie koszty nawożenia. No to to jest maszyna do zarobienia pieniędzy. Tak, tylko trzeba wiedzieć, jak to zrobić. No i tutaj... No optymalizacja musi być na... No ktoś z głową musi to zrobić. No musimy mieć dobrych doradców, tak? Tak, tak. Bo można to też rzeczywiście zrobić źle. I tak jak powiedzieliśmy na wstępie, źle poprowadzone pole może emitować CO2.
No i wtedy jak się ocertyfikujemy, to się jeszcze okaże, że musimy dopłacić. Ale myślę, że do tego też dojdzie, bo jednak te cele a propos rolnictwa są dość ambitne i widzieliśmy te wszystkie protesty, które były przeciwko właśnie zielonemu ładowi. Ale ja myślę, że to jest nieuniknione. To, że pewne mechanizmy zostały teraz odroczone, bo ludzie zbytnio protestowali, to nie znaczy, że one się nigdy nie wydarzą.
00:40:00 Protesty przeciw Zielonemu Ładowi — kij bez marchewki
Marcin Marczak: No dobra, a czy twoim zdaniem obawy rolników przed ogólnie zielonym ładem mają jakieś podstawy takie rozsądne? Podstawą rozsądną... Pod warunkiem, no teraz rozumiem, że jeżeli jest na przykład źle poprowadzone pole i za chwilę rolnik będzie musiał dopłacać... ...płacić do emisji CO2, no to jestem w stanie to zrozumieć, ale... Ja powiem tak, dla mnie wiele z tych osób boi się czegoś, co nie zostało im wytłumaczone. Im zostało powiedziane, że oni nie będą mogli używać środków ochrony roślin, których używają teraz, że nie będą mogli uprawiać tak, jak uprawiają teraz.
I nie pokazano im alternatywy, jak oni mogą zarabiać tyle samo albo więcej, robiąc coś inaczej. Więc jeśli ten rolnik, on wie, że jak on nie użyje tego środka, to nie będzie mogli używać tego środka. Jeśli on nie użyje tego oprysku, to jemu spadnie plon o 30% i ktoś mu mówi, że nagle nie będzie mógł tego robić i on patrzy na mechanizm, który zna i widzi, że to przestanie być opłacalne, no to wiadomo, że budzi to agresję. Bo nie pokazano mechanizmów alternatywnych, nie przedstawiono alternatywnych mechanizmów i substancji na ochronę tych roślin.
Nie pokazano, jak powinno i nie ma programów edukacyjnych, darmowych dla rolników, które by tłumaczyły dokładnie zagadnienia rolników. Rolnictwa zrównoważonego, które by pokazały, jak można uzyskać większy plon, nie szkodząc. Bo tak naprawdę te założenia, to chodzi o to, że my powinniśmy poprawić jakość żywności. Przy stosowaniu pestycydów, herbicydów, tak naprawdę te związki, one i tak zostają w roślinach. I czym bardziej jest jeszcze nastawione stricte tylko na plon, a nie na mikroelementy zawarte w jedzeniu, to jedzenie jest coraz gorsze. No zaczyna być szkodliwe.
I ja nie wierzę, że rolnicy chcą szkodzić ludziom, których karmią, bo oni mają takie poczucie, zresztą słuszne, że oni karmią ludzi. Tylko nie ma tej edukacji. Brakuje tej podstawy, żeby wytłumaczyć, że tak naprawdę ze Zielonym Ładem to chodziło o to, żeby rolnicy mogli produkować zdrową żywność, bo ta zdrowa żywność ograniczyłaby koszty z kolei służby zdrowia, zmniejszyłaby ilość chorób cywilizacyjnych i różnych innych rzeczy. Ale jak damy tytuł...
Tylko kija, a nie ma żadnej marchewki i człowiek musi sobie sam wymyślić, taki rolnik, jak zrobić to inaczej, a on tak naprawdę w ciągu roku ma dość dużo rzeczy na głowie związanych z gospodarstwem, to nie ma czasu, żeby siedzieć przy książkach, przy internecie, czytać, studiować jeszcze publikacje, które nie daj Boże nawet nie są przetłumaczone na język polski, tylko musiałby jeszcze najpierw dodatkowo uczyć się języków, żeby czytać publikacje w obcych językach, żeby wiedzieć... Wiedzieć, jak rozwiązać ten problem.
On widzi, że jemu stworzono problem, bo nagle zmieniono mu wszystko, co robił do tej pory, jakoś do tej pory było dobrze, a teraz nagle komuś przeszkadza i nie rozumie dlaczego i nie wie, jak podejść do tego inaczej.
Natomiast ja też rozmawiałem z wieloma rolnikami, którzy wdrażają już takie praktyki zrównoważone i oni się tak pod nosem uśmiechają, bo oni się nie chwalą swoim kolegom, jak robią wszystko lepiej, że zarabiają więcej, no bo to jest ich przewaga ekonomiczna, bo oni wtedy mogą o 10 zł na przykład tonę sprzedać taniej, ale jak wdrażają te praktyki zrównoważonego rozwoju, zrównoważonego rolnictwa regeneratywnego, to oni stosują nawozy naturalne, oni mają mniejsze koszty i większe plony, więc tak naprawdę zarabiają więcej, a robią już to, czym jest zielony ład, więc to nie jest tak też, że nie ma rolników, którzy się nie wpisują to, bo jest bardzo wielu, ale myślę, że bardzo wielu nie wie nawet, że oni robią to już w dobry sposób i oni mogliby na tym jeszcze więcej zyskać, chociażby nawet właśnie dzięki kredytom węglowym.
Właśnie, to teraz już mi się to wszystko układa, mam nadzieję, że słuchaczom również w jakąś jedną wielką całość, ale czy nie masz wrażenia, że obawy całkiem słuszne, jeżeli nie masz takiego obiektywnego zestawu danych, które cię informuje o tym, co będzie w przyszłości, jak możesz się do tego przygotować, czy te obawy aktualne rolników nie są podobne do obaw w momencie, gdy wchodziliśmy do Unii Europejskiej? Wtedy też były protesty, wtedy też były strajki, wtedy też było dużo obaw, niepewności, czy nie zostaniemy wykupieni, czy nie zostaniemy przejęci przez obcy kapitał.
Trochę tak, a trochę nie, bo tam zmieniała się sytuacja geopolityczna, a tutaj ja widzę takie poczucie u rolników, że oni odbierają te wszystkie regulacje, które są wrzucone, że ktoś z Brukseli będzie im mówił, jak oni mają. Nie ma stworzonego tego takiego mostu przyczynowo-skutkowego, który mówi, że ta regulacja to powstała dlatego, żeby to jedzenie było zdrowsze, żeby ono było lepsze, a tu jest pakiet mechanizmów, z których możecie korzystać i dzięki tym będziecie mieli jeszcze inne benefity.
Tu brakuje tego mostu, tego łączenia, tej edukacji, bo ja widzę tylko to właśnie, że pan z Brukseli wchodzi nagle i mówi mi, co ja mam robić na moim polu, a to jest moje pole. Ja myślę, że na miejscu tego rolnika...
Ja też, nie mając przynajmniej tej wiedzy, którą ja mam i tych informacji, które udało mi się zdobyć, też bym czuł niepokój, czułbym frustrację i pewnie chętnie bym przeciwko temu zaprotestował, bo to tak naprawdę trzeba sporo czasu spędzić czytając o tym, edukując się dodatkowo o tych właśnie różnych mechanizmach zrównoważonych i połączyć to jeszcze z legislacjami i z nowymi mechanizmami finansowymi, które na dobrą sprawę jeszcze nie istnieją, żeby zrozumieć, gdzie jest szansa, a nie problem. Okej. Takie pytanie chyba retoryczne.
Czy Ministerstwo Rolnictwa nie stworzyło takiego projektu edukacyjnego?
00:46:00 Analogia do wejścia do UE i rola edukacji
Marcin Marczak: No jeszcze nie słyszałem o tym. Znaczy oczywiście są różne inicjatywy podejmowane, jakieś tam webinary się pojawiają, ale one często, powiedziałbym, dotykają tematu po łebkach. No niestety myślę, że jeszcze na naszych najwyższych szczeblach brakuje edukacji. Edukacji odpowiedniej, która byłaby w stanie przekazać tą wiedzę niżej. Nie chciałbym tutaj wymieniać jednostek, z którymi się spotykaliśmy i z którymi rozmawialiśmy, żeby ktoś nie poczuł się dotknięty.
Natomiast bardzo często jak zaczynamy właśnie rozmawiać o tych tematach, to ludzie, którzy są gdzieś tam w tych takich jednostkach oficjalnych nagle mówią, ojej, to my nie wiedzieliśmy, ale to jest dla nas bardzo ciekawa nowa informacja, szczególnie o tych konopiach, jakie one mają zastosowania w przemyśle, jakie mogą być nowe surowce. A że to są w ogóle surowce zeroemisyjne, za które jeszcze można by pobrać dodatkowe dopłaty, o których nikt nie wiedział, to dopiero oczy otwierają się urzędnikom.
Więc jeśli urzędnicy nawet nie są świadomi tych mechanizmów, to nie możemy oczekiwać, żeby ta wiedza została przekazana niżej. Więc my powinniśmy zacząć tą edukację od góry, przygotować dobre materiały i edukację na najwyższym poziomie, ale też oczywiście starać się rozpowszechniać edukację jak najbardziej oddolnie. Zanim my poczekamy, czy ministerstwo zrobi coś, czy czegoś nie zrobi, czy nie zajmie się innym ważniejszym tematem niż edukowanie, to ileś rzeczy możemy podjąć oddolnie i myślę, że właśnie dlatego dzisiaj rozmawiamy. A czas leci. Tak, dokładnie. A czas leci. Mam go coraz mniej.
No dokładnie, jeżeli dojdziemy do sytuacji, gdy program zostanie wdrożony pełną parą, no to polskie rolnictwo może być troszeczkę zagubione. Nawet powiedziałbym w tempie, w którym dzieje się to niestety w Polsce, będzie zagubione. Ta świadomość na zachodzie jest zdecydowanie wyższa, a do nas te informacje docierają trochę później. Chociażby nawet fakt, że to poprzedni rząd był odpowiedzialny za wdrożenie tych rzeczy i za akceptację ich na poziomie unijnym, a nie edukował tego u nas.
Nawet w mediach publicznych pojawiały się informacje, że u nas to się nie będzie stosowało zielonego ładu, a nagle się okazuje, że będzie. No to były sprzeczne informacje. No bo jak z jednej strony na poziomie unijnym zatwierdzamy i mówimy, że to jest nasz program, a z drugiej strony mówimy, że tego nie wdrożymy w Polsce. To jest taki dysonans informacyjny, że wiele ludzi też liczyło na to, że a, to będzie coś dla zachodu Europy, ale może w Polsce się uda jakoś jeszcze przejść taki czas transformacji, że to nas nie będzie dotyczyło. Jeszcze jedna kadencja i niech to przyjmie na klatę następna.
To było bardzo takie życzeniowe, bo jedyną alternatywą... Chciałbym, żeby nie uczestniczyć w tym, to byłoby wyjście z Unii, ale myślę, że wyjście z Unii miałoby ze sobą wiele negatywnych skutków, bo tak naprawdę to, co jest tutaj podstawą tych mechanizmów, to to nie jest negatywne, tylko trzeba wiedzieć, jak z tego mechanizmu skorzystać. To nie jest, ja nie widzę tego już jako problemu, chociaż miałem też rzeczywiście taki okres, jak na początku patrzyłem, to łapałem się za głowę i mówię, przecież to kompletnie nie ma sensu, ale czym więcej byłem w stanie...
00:49:26 Konopie + len — polska szansa gospodarcza
Marcin Marczak: Poznać i zgłębić informacji na temat tych mechanizmów, to zaczyna mieć sens i widzę tutaj coraz więcej szansy, właśnie szansy dla tego, żeby w Polsce rosło rolnictwo przemysłowe, żebyśmy nie robili tylko zboża, które pójdzie do biogazowni w Szwecji albo przerobili je na bioetanol i to pójdzie z dymem, bo tak jak jest teraz większością kolb kukurydzy, czy rzepaku na biodizel, czy nawet zboża nasze, które lądują w skandynawskich biogazowniach, to znaczy naszą gospodarkę o surowce przemysłowe, czyli takie jak konopie, które są włókniste, oczywiście z nich też możemy produkować energię, ale możemy też robić budownictwo, możemy robić tekstylia, możemy robić wszystkie te produkty, o których rozmawialiśmy w poprzednim odcinku, to nagle okazuje się, że ten nasz krótki łańcuch dostaw oparty o surowce, które w naszym klimacie rosną najlepiej, no bo len rośnie tylko w tej strefie klimatycznej, konopie jeszcze można uprawiać wszędzie na świecie, z różnym powiedzmy tak, wskaźnikiem planowania, ale je można uprawiać, natomiast len jest tylko u nas, więc jak połączymy len i konopie i możemy mieć unikatowe produkty, zbudowane w oparciu o bardzo krótki łańcuch dostaw, które idealnie wpisują się w te wszystkie trendy, to tak naprawdę dla wszystkich jednostek, dla wszystkich przedsiębiorstw, które będą uczestniczyły w tego typu projektach, to jest ogromna szansa gospodarcza, bo będziemy mieli lokalnie wyprodukowane produkty z negatywnym śladem węglowodanym, gdzie będziemy mogli jeszcze pobrać dopłaty z tego tytułu i w przypadku społeczeństwa, które już jest coraz bardziej świadome i coraz bardziej zwraca uwagę na to, czy ten produkt, który kupujemy, to czasem nie szkodzi bardziej środowisku, bo taka świadomość ekologiczna w społeczeństwie rośnie, no to jak jeszcze pojawi się na etykiecie znak, że ten produkt tak naprawdę przeciwdziała skutkom globalnego ocieplenia,
00:51:26 Greenwashing i nowe regulacje UE
Marcin Marczak: to on będzie miał dużo większą wartość rynkową i marketingową, ale dlatego też, żeby temu przeciwdziałać, powstała teraz regulacja związana z greenwashingiem, czyli greenwashing, czyli takie pranie na zielono, bo mają już być teraz w Unii Europejskiej bardzo poważne konsekwencje za niewiarygodne, za wprowadzanie klienta w błąd, bo to chodzi o to, żeby promować rzeczywiście te rozwiązania, które są oparty na tym, krótki łańcuch dostaw i surowce naturalne i one będą mogły być jako takie produkowane i marketing, jeśli chodzi, nie mógł być robiony też marketing w tą stronę, tylko znów, to musi być odpowiednio udokumentowane, to musi przejść audyt, bo jak przyjdzie audytor, to on nie może znaleźć luki w pierwszym miejscu, gdzie spojrzy, tylko ta dokumentacja musi być kompletna, no to wymaga dodatkowych narzędzi, jeśli chodzi o cyfryzację, ale to powoduje też większą transparentność samego łańcucha dostaw, jeśli chodzi o przetwórstwo.
Tak, jest to, ja uważam, że to jest bardzo ważny aspekt, ponieważ wiele produktów powinno zniknąć już wiele, wiele lat temu z polskiego rynku, a one zakorzeniły się już na tyle dobrze i społeczeństwo jest tak przyzwyczajone do nazewnictwa, że dla nas to jest normalne.
Ale teraz jak dojdzie ślad węglowy za taki produkt i on będzie udokumentowany, to on już nie będzie mógł być tym produktem, bo to już będzie widać na etykiecie, już nie będzie można robić tego typu, będzie można, tylko że będzie to dużo trudniejsze, a wiadomo, że wszystko, co będzie w tym momencie promowało produkty lokalne, czyli produkty dla naszej gospodarki, gdzie to Polacy mogą czerpać więcej zysków, a nie oddawać pieniądze i przelewać na drugi koniec świata, to jest to dla nas wartościowe.
No tak, bo wreszcie musimy zerwać z tym stereotypem polskiego wyrobnika i kraju, który tylko produkuje surowce. W fazie komercjalizacji albo na poziomie już komercjalizacji, ale one jeszcze się nie przebiły, natomiast już zaczynają się przebijać i ja w tym całym, jak niektórzy mówią, szaleństwie węglowym, widzę właśnie szansę, bo jak ludzie zaczną rozumieć mechanizm i co oznacza ta etykieta, a ta świadomość, budowanie tego na takim poziomie globalnym nastąpi szybciej niż nam się wydaje, to to stwarza ogromną szansę. Tylko teraz musimy zrzeszyć.
Tych, którzy chcą skorzystać z tej szansy, pokazać ludziom, jak właśnie moim zdaniem używając konopi, bo we wszystkich modelach biznesowych i analizach łańcuchów dostaw, które do tej pory zrobiłem, konopie wyglądają najlepiej i ja w sumie dlatego w dużej mierze zająłem się tą branżą i nadal działam w tym obszarze, bo po prostu mając świadomość globalnych regulacji i widząc, co można uzyskać z tego surowca i jak on jest oparty bardzo mocno na tym, o lokalne łańcuchy dostaw, widzę ogromną szansę dla gospodarki. Dla mnie transformacja zeroemisyjna równa się konopie.
Sekwestracja CO2 w przemyśle równa się konopie. To jest najprostszy, najłatwiejszy do stosowania mechanizm, a jednocześnie najbardziej uniwersalny, do którego mamy potencjał geograficzny, historyczny, kulturowy i mamy coraz więcej ludzi zainteresowanych tym. Mamy jeszcze edukacji na poziomie rolników, brakuje edukacji na poziomie urzędników, pieniędzy nie brakuje, bo są z KPO, tylko brakuje takich dobrych zrzeszeń, konsolidacji i grup, które wystąpią po te środki, wdrożą te mechanizmy, przygotują odpowiednie certyfikaty i będą gotowi na zmiany, które już do nas idą dużymi krokami.
00:55:55 Sześć lat do zderzenia ze ścianą
Marcin Marczak: Dlatego te zmiany w tym systemie emisyjnym, one nastąpią bardzo dynamicznie w ciągu najbliższych sześciu lat, a w 2030 roku, kiedy skończą się wolne przedziały, to będzie w ogóle zderzenie ze ścianą. Więc jeśli myślimy o tym, że procesy przemysłowe, łańcuchy dostaw, surowce, które są używane w przemyśle, mamy na to sześć lat, a teraz już w sumie pięć i pół roku na zmianę, to mamy bardzo, bardzo mało czasu. To jest strasznie mało. Prowadzenie technologii, która już jest gotowa i sprawdzona na skalę przemysłową. Jest jedynym rozwiązaniem.
A taką technologią są właśnie produkty oparte o konopie, o surowce naturalne. To jest niesamowite, że jesteśmy w tym miejscu, w którym jesteśmy i tak naprawdę nie ma ogromnej ogólnopolskiej kampanii, która by tutaj przedstawiała te informacje trochę inaczej niż tylko w tym negatywnym świetle. Bo łatwiej buduje się na strachu, trudniej mówi się o szansie i rozwiązaniach, bo żeby budować to na szansie, to trzeba mieć te rozwiązania. A na szczęście jak się ma i posiada się tą wiedzę, można troszeczkę odwrócić tą merytorykę.
00:57:12 Apel: inwestycja w konopie przemysłowe i rola samorządów
Marcin Marczak: Więc oczywiście powinniśmy odłożyć na bok politykę i pomyśleć o tym, co możemy zrobić dla nas wszystkich, a to co możemy zrobić dla polskiego biznesu, to jest inwestować w konopie przemysłowe. Trudne łańcuchy dostaw, promować wdrażanie konopi w przemyśle. Czym większy przemysł, czym większy zakład przetwórczy, tym lepiej. Bo nie dość, że on może zrzeszać więcej rolników, a czym zrzesza więcej rolników i jest więcej konopi, tym ci rolnicy i ten zakład może dostać więcej dopłat z tytułu deemisji.
Więc na tym może zarobić każdy i zyskać każdy i zyskać podwójnie, bo może zyskać nie dość, że lepsze kontrakty na odbiór swojego surowca rolnego, który będzie miał... miał większą wartość niż to, co produkuje teraz, to jeszcze dostać dopłaty, o których nigdy wcześniej ten rolnik nie słyszał. W dopłatach nie siedzę, ale nie słyszałem o takiej możliwości, żeby można było uzyskać jeszcze jakieś środki do... Dopłaty do dopłat. To jest niesamowite. Czyli nie jest... nie wygląda to aż tak tragicznie, chociaż czasu mamy mało.
Mamy mało czasu, więc ja się bardzo cieszę, że te mechanizmy powstały i o nich zaczyna się mówić. Więc ja w jakimś tam stopniu postępuję, bo naprawdę mamy bardzo mało czasu. Więc to już... to nie jest tak, że możemy teraz sobie... że powinniśmy trzymać tą wiedzę dla siebie, żeby tylko wdrożyć w swoim przedsiębiorstwie, bo po prostu nie zdążymy. A jak zbudujemy tylko kilka małych łańcuchów dostaw, a cała gospodarka się wysypie, to rzeczywiście zostaniemy w końcu przejęci przez zagraniczne koncerny, które wprowadzą nam inne rozwiązania, bo po prostu nasze produkty będą niesprzedawalne.
Albo możemy teraz się... Połączyć i jest ten moment, a na szczęście jest tak, że jak jest bardzo trudna sytuacja, to Polacy potrafią się jednoczyć i działać w kolektywie i to jest akurat ten moment. I myślę, że mamy tutaj naprawdę dużą szansę, jeśli zdamy sobie sprawę z tego, w którym miejscu transformacji gospodarczej jesteśmy, że będzie takie...
tak, to zróbmy to razem, przestaniemy się dzielić, zacznijmy się łączyć i jak zaczniemy się łączyć w tych lokalnych społecznościach, gdzie tak naprawdę tutaj każdy zna każdego, na poziomie na przykład jakiejś gminy i naprawdę jeśli zaangażowalibyśmy władze lokalne, czyli wójtów, burmistrzów, to oni są w stanie to udźwignąć najlepiej, wbrew pozorom, bo te łańcuchy dostaw powinny być małe, więc one powinny łączyć lokalną społeczność, więc tutaj bardzo ważny jest udział samorządów w tym, jak będą promować i jak będą pomagać w tej transformacji.
00:59:55 Podsumowanie i zapowiedź kolejnych odcinków
Marcin Marczak: Okej, no to jeżeli nas słuchają włodarze, to zapraszamy do kontaktu. Wszystkie Twoje dane kontaktowe zamieścimy w opisie odcinka. Na pewno wrócimy do kwestii gospodarczych związanych z konopiami, bo temat jest tak ogromny, że te dwa odcinki to są chyba odcinki, które zapowiadają następne części. Otworzyliśmy puszkę Pandany. Dokładnie. No i cóż, oczywiście do usłyszenia. Dziękuję za rozmowę. Również dziękuję, do usłyszenia. kannabinoidy będą z nami.