PODCAST · CBD · ODC. 004
● CBD THC

Rak piersi i skuteczna terapia konopiami – Ekspert, pacjent Monika Ciszek Skwierczyńska

Dziś mam dla ciebie historię o terapeucie uzależnień, raku piersi i konopiach w tle. Opowieść o czasie który dostała i którego zabrakło. Odkryto u niej nowotwór piersi. Po operacji przeszła na terapię konopiami. Wierzyła, że jej to pomoże, bo konopie…

1:09:31 3 marca 2023 Monika Ciszek
● Odtwarzacze
SPREAKER EP 004
00:001:09:31
● 00 — Streszczenie

O czym jest ten odcinek.

W odcinku 004 Monika Ciszek-Skwierczyńska — psycholożka, terapeutka uzależnień, naturopatka i zielarka — dzieli się osobistą historią walki z hormonozależnym rakiem piersi. Diagnozę usłyszała w 2016 roku, w okresie ogromnego stresu po nagłej śmierci mamy. Opowiada o traumatycznym doświadczeniu konsylium onkologicznego, decyzji o wzięciu odpowiedzialności za własne leczenie i o tym, jak połączyła medycynę akademicką (mastektomia z jednoczasową rekonstrukcją) z terapią naturalną prowadzoną przez zagraniczną klinikę.

Monika tłumaczy, dlaczego jako wieloletnia terapeutka uzależnień musiała pokonać własne uprzedzenia wobec konopi, by sięgnąć po medyczną marihuanę, oleje CBD i CBG w połączeniu z dietą przeciwzapalną, ziołami (m.in. wilcza kora) i regeneracją psychiczną. Po trzech latach usłyszała, że jest zdrowa. W rozmowie pojawia się też bolesny wątek odejścia jej 27-letniego syna Kamila na raka żołądka w 2018 roku — sytuacji, w której zabrakło czasu na działanie.

● 01 — Czego się dowiesz

5 rzeczy z tej rozmowy.

  1. 01Dziś mam dla ciebie historię o terapeucie uzależnień, raku piersi i konopiach w tle.
  2. 02Opowieść o czasie który dostała i którego zabrakło.
  3. 03Odkryto u niej nowotwór piersi.
  4. 04Po operacji przeszła na terapię konopiami.
  5. 05Wierzyła, że jej to pomoże, bo konopie były już wtedy popularne wśród pacjentów z nowotworami.
● 02 — Najważniejsze wątki

Rozdziały odcinka.

00:00:00 Wprowadzenie — "Przestałam się bać, że umrę, bo tak bardzo chciałam żyć"
00:01:30 Początek historii — niespodziewana diagnoza i rola stresu
00:04:30 Wykrycie guza i potwierdzenie nowotworu hormonozależnego
00:06:00 Trauma konsylium onkologicznego
00:10:30 Decyzja: biorę odpowiedzialność za swoje leczenie
00:12:30 Mastektomia z rekonstrukcją i wyjazd na Chorwację przed operacją
00:18:00 Wsparcie z zagranicy — lekarz onkolog ze Stanów i klinika w Czechach
00:24:00 Trudna konfrontacja terapeutki uzależnień z terapią konopną
00:33:00 Rick Simpson, lęk przed łatką "narkomana" i edukacja pacjentów
00:39:00 Praktyka: kapsułki ziołowe, wilcza kora, suplementacja
00:42:00 Rok 2016, powrót do polskiej poradni i hormono-/radioterapia
00:45:00 Bardzo dobre rokowania i terapia medyczną marihuaną za granicą
00:50:00 Trzy lata terapii — "jestem zdrowa"
00:55:00 Praca z pacjentami onkologicznymi i ich rodzinami
00:59:00 Córki w obliczu choroby mamy
01:00:00 Strata Kamila — gdy zabrakło czasu
01:05:00 Konopie na bezludnej wyspie — prezentacja córki
01:07:30 Kontakt: gabinet w Pszczynie, holistichome.com.pl, klinika Vitalea
● 03 — Najczęstsze pytania

Pytania, które zadajecie.

Pytania z komentarzy, newslettera i wyszukiwarki. Odpowiedzi pochodzą z rozmowy, po redakcji językowej.

Q1 Czy można leczyć raka piersi bez chemioterapii i radioterapii?

Monika podjęła taką decyzję świadomie — po mastektomii z jednoczasową rekonstrukcją odmówiła hormono- i radioterapii proponowanej w polskiej poradni, zamiast tego skorzystała z zagranicznej terapii konopnej (medyczna marihuana, CBD, CBG), suplementacji ziołowej i diety przeciwzapalnej. Po trzech latach usłyszała, że jest zdrowa. Podkreśla jednak, że była pod ścisłą opieką zagranicznej kliniki i to nie jest gotowa recepta dla każdego — każdy pacjent jest inny, a decyzję trzeba podejmować świadomie i z profesjonalnym wsparciem.

Q2 Czy oleje CBD i CBG uzależniają lub odurzają?

Nie. Monika, sama pracując dwadzieścia lat jako terapeutka uzależnień, miała te same obawy zanim sięgnęła po terapię. Olejki typu CBD i CBG nie są substancjami odurzającymi i nie uzależniają. W jej terapii pierwsza dawka medycznej marihuany była zbyt mocna i wywołała chwilowy lęk, ale po dopasowaniu dawki przez zagranicznych terapeutów nie miała żadnych przykrych objawów ani poczucia bycia "na haju".

Q3 Jak rozmawiać z dziećmi o chorobie onkologicznej rodzica?

Monika niczego przed córkami nie ukrywała. Mówiła im wprost, co się dzieje i pokazywała, że rodzina nie jest bierna — działa. To dało dziewczynkom poczucie bezpieczeństwa, choć starsza córka i tak musiała później przejść psychoterapię, szczególnie po stracie brata. Sama Monika podkreśla, że ani razu nie zaproponowano jej w polskiej poradni konsultacji psychologicznej — to luka systemowa, której rodziny muszą szukać same.

Q4 Jaką rolę odgrywa dieta w leczeniu onkologicznym?

Monika od początku przeszła na dietę przeciwzapalną i przeciwnowotworową, całkowicie ograniczyła cukier, zadbała o brak niedoborów makro- i mikroelementów. Tłumaczy, że choroba nowotworowa to przewlekły stan zapalny, więc dieta nie jest dodatkiem — to fundament. Nie lubi słowa "dieta", woli mówić o stylu życia: regularny sen, ruch, odpoczynek, świadome zarządzanie stresem.

Q5 Czy konopie pomagają, gdy choroba jest już bardzo zaawansowana?

Tak, choć już nie jako lek wyleczający. Monika opowiada o pacjentach po kilkunastu chemioterapiach, w bardzo złej kondycji, którym konopie pozwalają odejść bez cierpienia, w godności i w bliskości rodziny. Sama nie zdążyła zastosować terapii u swojego 27-letniego syna Kamila zmarłego na raka żołądka w 2018 — diagnoza przyszła trzy dni przed jego śmiercią. Podawała mu duże dawki CBD w porozumieniu z lekarzem, by ulżyć w bólu.

Brakuje pytania? Zaproponuj → SCHEMA: FAQPAGE
● 04 — Transkrypcja

Pełna transkrypcja.

Pełna transkrypcja po redakcji językowej

00:00:00 Wprowadzenie — "Przestałam się bać, że umrę, bo tak bardzo chciałam żyć"

Tomasz Ołubczyński: Ja przestałam się bać tego, że umrę, bo tak bardzo chciałam żyć. Dziś mam dla Ciebie historię o trapeucie uzależnień, raku piersi i konopiach w tle. Opowieść o czasie, który dostała i którego zabrakła. Historia o tym, że zmieniać się możemy pomimo doświadczeń, na co zwrócić uwagę w onkoterapii i to, jak ważne jest przejęcie odpowiedzialności za własne leczenie. Naszym gościem jest Monika Ciszek-Schwierczyńska. Ja nazywam się Tomasz Ołubczyński i jestem dyplomowanym terapeutą konopnym. I zapraszam Cię do wysłuchania kolejnego odcinka podcastu Rozmowy Konopne. Witaj Moniko.

Dziękuję, że zgodziłaś się na rozmowę. Witaj Tomaszu. Moniko, jesteś psycholożką, terapeutką konopną. Naturopatką, zielarką. Posiadasz wieloletni staż w pracy terapeutów uzależnień. Co takiego wydarzyło się w Twoim życiu, że zdecydowałaś się na terapię z wykorzystaniem konopi właśnie? Jaki był początek Twojej historii? To jest dobre pytanie, bo... Znaczy początek mojej historii w ogóle, jeżeli mówimy o chorobie nowotworowej i tak dalej, to był totalnie niespodziewany. Ja... Myślę sobie, tak jak cofam się wtedy wstecz, ja nie byłam w ogóle przygotowana na taką diagnozę.

00:01:30 Początek historii — niespodziewana diagnoza i rola stresu

Monika Ciszek-Skwierczyńska: Zresztą tak jak patrzę z perspektywy czasu i doświadczeń zawodowych, to nikt nie jest przygotowany na taką diagnozę. Z racji tego, że ja jestem taką osobą, która dosyć świadomie żyła, dbała o swoją dietę, o swoje zdrowie, to jednak nie uniknęłam tej choroby. Też sama analizując, miałam takie poczucie, że jest jeszcze wiele czynników, które złożyły się na to, że zachorowałam. Myślę sobie, że tutaj bardzo dużą rolę odegrał stres, z którym sobie w pewnym momencie nie poradziłam i moje ciało zbuntowało się i wygenerowało chorobę.

Z racji tego, że właśnie mnie interesuje, tak jakby swojej pracy nawet zawodowej, tym się kieruję, że ja pracuję z pacjentem, wykorzystując tak jakby terapię, medycynę holistyczną, czyli, żeby pomóc komuś, to mnie interesuje wszystko, począwszy od tego, jaką prowadzi dietę, a w jaki sposób żyję, tak, że wszystko jest ważne, z czym sobie radzi, z czym sobie nie radzi, więc ja i w ten sposób spojrzałam na siebie i szukałam innych rozwiązań, niż mi zaproponowano, bo powiem tak, że to doświadczenie, to doświadczenie diagnozy, kiedy dostałam, no to tak się odbywa, to pewnie osoby, które przechodziły, tudzież rodziny, które towarzyszyły tym osobom w przejściu przez ten cały proces diagnostyczny, dzieje się tak, że dostajesz telefon, że coś jest z wynikiem badań nie tak, tak, ja miałam guza piersi, no to ja już czułam, że coś jest nie tak, ale powiem, że to jest bardzo ważne, to co było przed, bo my mieliśmy taki splot wielu różnych trudnych rzeczy rodzinnie, tak, nagła śmierć mojej mamy, ja to bardzo emocjonalnie przeżyłam, bo to dla mnie była bardzo duża strata, niespodziewana i myślę sobie, że ten stres, z którym ja w danym momencie, tak jakby do końca sobie nie poradziłam, odbił się na tym, że guzę, który miałam w piersi, który regularnie badałam, obserwowałam, w kilka miesięcy stał się guzkiem złośliwym i powiem tak, że ja to czułam, nie umiem tego wyjaśnić jak, bo zaczęła mnie ta pierś boleć, zaczęły pojawiać się objawy, które mnie niepokoiły, więc ja sama wzięłam sprawę w swoje ręce i sama poszłam się zbadać, no i potem się okazało, że nie dostałam wyniku, tylko muszę zgłosić, muszę zgłosić się do szpitala, no i tam po prostu zostałam poinformowana, zrobiono mi jeszcze inne badania i na drugi dzień

00:04:30 Wykrycie guza i potwierdzenie nowotworu hormonozależnego

Monika Ciszek-Skwierczyńska: diagnoza została potwierdzona, że jest to nowotwór piersi złośliwy, hormonozależny, tam z tymi numerami, przyznam się, że ja już nie pamiętam tych oznaczeń.

Pamiętam, byliśmy tam w tym szpitalu z mężem, mąż ze mną pojechał i powiem tak, w pierwszym odruchu, jaki miałam, bo myślę sobie, patrząc jako ja, osoba doświadczająca tego, ale też jako psychoterapeuta, który wspiera ludzi w takich sytuacjach, to powiem, że miałam taki moment, że ja wzięłam za telefon, z racji tego, że ja nie mam rodzeństwa, to zadzwoniłam do siostry mojego męża i pierwsze co, to powiedziałam, słuchaj, mam do ciebie ogromną prośbę, żebyś, jak mi się coś stanie, żebyś zaopiekowała się moimi dziećmi. Proszę cię, żebyś mi to obiecała. Ja to pamiętam, to był mój pierwszy odruch.

Ale tak jakby, jak te emocje troszkę mi opadły, tak jakby ochłonęłam, mówię, no nie, no co ja robię, ja muszę teraz zacząć działać, tak, żeby, no tak jakby siebie wspomóc, ratować, żeby wyzdrowieć. Powiem tak, ja wiedziałam, że mam nowotwór, ale nie traktowałam siebie jako osoby chorej, bezradnej, nie wiem, poddanej, nie wiem, propozycji, więc jedynym propozycją, które dostałam od lekarzy, które wspominam jako potężną traumę.

00:06:00 Trauma konsylium onkologicznego

Monika Ciszek-Skwierczyńska: Także chyba mi teraz jest łatwiej też zrozumieć pacjentów, którzy do mnie przyjeżdżają, bo jak zostałam wezwana na tak zwane konsylium i siedziałam przed tymi, tam było kilka, kilka drzwi i na każdym, na każdych drzwiach, słuchaj, była taka kartka z napisem nowotwór, nie wiem, alarmowego, nowotwór piersi i te, każde drzwi to było inne konsylium. I przed tym konsylium, wiecie, jak są krzesła ustawione, tak jak w kinie przed ekranem, to tam były na tym korytarzu tak krzesła ustawione przed tymi drzwiami. I my tak siedzieliśmy, bo tam byli też inni ludzie, w takim ciągu.

Ja nawet pamiętam, do męża mówiłam, Boże, Sebastian, gdzie my jesteśmy w ogóle? Kto wychodził z tych drzwi, był zalany łzami, roztrzęsiony, nie tylko, sam jako pacjent, bo tam widziałam i osoby, które wyglądały bardzo dobrze, nie było po nich widać choroby. Myślę, że ja też byłam taką osobą, po której nie było widać choroby.

Były osoby, których przywożono na wózku, bądź już leżały na łóżku, inne przychodziło o kulach, inne, no o własnych siłach, ale było widać chorobę, tak, czyli no tyle tragedii tych ludzi, tak, konfrontacja ze smutkiem, z niepokojnością, przede wszystkim przerażenie i lęk, taka aura tam towarzyszyła. Bardzo niemiłe doświadczenie wejściu na konsylium.

Ja oczywiście zaznaczam, że to jest moje doświadczenie, ale powiem tak, wielu pacjentów je potwierdza, opowiadając swoją historię, co się dzieje, no bo głównie też ja jako psychoterapeuta, praca z pacjentem onkologicznym, to również jest praca z lękiem, z lękiem przed śmiercią. Chyba przede wszystkim. I powiem, że jak ja weszłam na to konsylium, tam było bodajże siedmiu czy ośmiu lekarzy, kazano mi się rozebrać, nikt o nic mnie nie pytał i jak ja się zaczęłam rozbierać, to jedna z pań, młoda pewnie, o wiele młodsza ode mnie, kazała wyjść mojemu mężowi, bo ja się rozbieram.

Ja mówię, ale proszę panią, to była taka reakcja, no przecież to jest mój mąż i ja chcę, żeby on ze mną był. Tak. Tak, żeby nie podglądał, to po prostu absurd, takie oddzielenie też od kogoś bliskiego, no i... No i to chyba potęguje jeszcze większy lęk i stres. Potęguje lęk, w ogóle taką niepewność, no stoisz taki, wiesz, no stoję taka obnażona przed obcymi mi ludźmi, którzy tak de facto decydują o moim życiu, o tym co będzie, co mnie czeka dalej i nikt mnie nie zapytał, w ogóle nikt się nie zainteresował. Tak, tak, tak.

I tryb życia prowadzę, bo miałam poczucie, że to wszystko jest ważne, tak, do tego, żeby podjąć dalsze decyzje, jeżeli chodzi o moje leczenie. To usłyszałam bardzo takim w końcu, proszę panią, ale pani ma raka, w ogóle nikt nie chciał mnie słuchać, co ja mam do powiedzenia, no przecież kto lepiej zna siebie niż ja i tego, no nie, no dla mnie to, powiem ci, że do tej pory mi się to w głowie nie mieści.

Ale to powoduje też, że tak jak obserwuję pacjentów, że oni tak jakby są tak przerażeni, że godzą się na wszystko, co jest im proponowane, że oni tak jakby oddają swoją decyzyjność o swoim życiu, o swoim zdrowiu, o swoim procesie leczenia w ręce, no bo nie mają komu zaufać, tak, czyli tutaj jest tak jakby, no godzą się na wszystko, tam nie ma miejsca na pytania. Nie ma. Zaproponowano mi od razu zabieg operacyjny, no i standardowe leczenie, radioterapia, ewentualnie chemioterapia, po zabiegu zdecydują, tak.

Ja powiedziałam bardzo dziękuję, bardzo dziękuję za porady, za ten, ale ja postanawiam, powiem, że to mnie bardzo dużo kosztowało, również lęku, ja też się bałam, Tomek, ale powiedziałam, że ja postanawiam wziąć całą odpowiedź,

00:10:30 Decyzja: biorę odpowiedzialność za swoje leczenie

Monika Ciszek-Skwierczyńska: odpowiedzialność za proces leczenia w swoje ręce. I podziękowałam i wyszłam. To ciekawe, ile osób takich jak ty w ten sposób decyzję na miejscu przed takim konsylium podjęło i wartkowało to. Tomek, myślę, że niewiele. Myślę, że niewiele, bo powiem ci, że ja nawet jak wspominam to teraz, bo to już minęło, przeszło sześć lat, sześć i pół, jakoś trochę więcej od diagnozy, to myślę, że niewiele osób.

Ja nawet teraz tak jakby bardzo to przeżywam, bo uważam, że to była bardzo odważna decyzja, gdzie spotkałam się ze strony różnych bliskich mi osób, a co ty robisz, a idź, przecież to jest taka metoda, to jest takie leczenie, masz dzieci, głupoty robisz i tak dalej, tak.

Zastanawiałam się, kurczę, czy ja dobrze zrobiłam, matko, przecież dzieci, a może pójdę, a z drugiej strony, no nie, no przecież są inne metody, no ja się interesowałam, wykonuję taki zawód fitoterapeuty, naturoterapeuty, tak, jestem też dietoterapeutą, nie tylko psychologicznie wspieram pacjentów, mówię, no przecież są przeróżne metody, mam do kogo się zwrócić, bo mam to szczęście, że wokół mnie też są ludzie, którzy są lekarzami, którzy są naturoterapeutami, którzy są otwarci na inne opcje niż tylko medycyna akademicka, mówię to nie w sensie, żeby negować, ja nie neguję medycyny akademickiej, bo gdyby nie było medycyny akademickiej, ja bym nie mogła się poddać zabiegowi operacyjnym, no przecież sama go sobie nie wykonam, dzięki przyjaciołom, bardzo szybko, bo to był proces, nie wiem, dwóch czy trzech tygodni, ja podjęłam decyzję,

00:12:30 Mastektomia z rekonstrukcją i wyjazd na Chorwację przed operacją

Monika Ciszek-Skwierczyńska: o operacji, zoperowali mnie ludzie, których znałam, tak, którzy mi udostępnili tą możliwość, gdzie mogłam przejść operację, zrównocześną, przeszłam mastektomię z równoczesną odbudową piersi, bardzo szybko wróciłam, bardzo szybko się zregenerowałam, w zasadzie po czterech dniach zostałam wypisana już do domu, w bardzo dobrym stanie, powiem szczerze, i fizycznym, i psychicznym, bo tak jakby to, że postanowiłam, miałam bardzo duże wsparcie od męża, tak, od bliskiej rodziny, którzy mnie jeszcze tak jakby wspierali w tym, że podjęłam dobrą decyzję, tak, że nim poszłam na operację, powiem wam, że pewnie ktoś pomyśli, że to było takie irracjonalne, ale nim poszłam na operację, ja do męża powiedziałam, słuchaj, pakujemy dzieci i jedziemy na Urrob i pojechaliśmy, bo my jeździmy pod namiot w miejsce, które uwielbiam jeździć, na Chorwację, pojechaliśmy na trzy tygodnie na Chorwację i ja wtedy powiedziałam, ja muszę się wygrzać w słońcu, muszę wzmocnić organizm, muszę wypocząć i wtedy będę gotowa na to, żeby się z tym wszystkim mierzyć.

Powiedział mi, wiesz czemu tak szybko doszłaś do siebie? Dlatego, że ty o siebie dbasz. Wspomniał o diecie i dlatego ja też pacjentom mówię, jak ważne jest nie tylko pójście na przykład na operację i przyjmowanie leków, ale wszystko jest ważne, jaką mamy dietę, jaki tryb życia prowadzimy, w jaki sposób o siebie dbamy, jak odpoczywamy, jak się regenerujemy. Tak, bardzo często jest odwrotnie. Najpierw jest chemia, czy tam radioterapia, a jak pacjent przeżyje te procesy, bo to nie jest jednorazowe, no to wtedy może jest wykonany zabieg operacyjny, albo zazwyczaj zawsze jest taka kolejność.

Na przykład jesteśmy wegetarianami z takim przemienianiem na weganizm i też dużo słyszałam, no tak, wy tak się zdrowo odżywiacie, to czemu cię to spotkało? Ja mówię, wiesz, no są jeszcze wiele innych aspektów. Zrobiłam sobie badania genetyczne, no bo w rodzinie też było obciążenie chorobą nowotworową, no badania wyszły w sensie pozytywnym, także nie mam żadnych obciążeń genetycznych, więc nie był to w jakiś sposób skłonność dziedziczona. Tak mogłam rozumieć interpretację tych badań.

Natomiast od samego początku już zmieniłam dietę na dietę przeciwzapalną i przeciwnowotworową, no bo wiemy, choroba nowotworowa to jest przewlekły stan zapalny również w organizmie, ale też taką wzmacniającą, żeby nie było żadnych niedoborów makro-mikroelementów, żeby organizm był w takiej jak najlepszej kondycji. Żeby miał siłę przez to przejść. Też dbałam o siebie tak psychologicznie, czyli rozmawiałam na ten temat, to też była taka konfrontacja z tym, czy mi się uda, tak? Bo wiele osób odchodziło. To, co my, to jaka jest narracja w ogóle generalnie w społeczeństwie, to nowotwór to wyrok.

Nowotwór równa się wcześniej czy później, ale śmierć. Że generalnie to wyrok. I jedyną nadzieją to jest chemia. Tak to można odebrać. To, co my proponujemy, to to jest najlepsze. Ja doskonale rozumiem pacjentów, bo powiem tak, sama mam pacjentów, że tak powiem pod swoją opieką, z którymi współpracuję, którym towarzyszę w tym procesie całym zdrowienia, którzy podjęli decyzję, że przyjmą chemioterapię. Ja nie mogę ich od tego odwieźć. To jest ich decyzja. Natomiast poprosili o wsparcie metodami naturalnymi, czyli żeby włączyć jakieś zioła.

Oczywiście to trzeba tutaj w porozumieniu z lekarzem prowadzącym wtedy, tak? Tudzież włączenie, nie wiem, olejków konopnych, tak? Zestawów, czy ewentualnie, jeżeli jest taka potrzeba, skierowanie późnej na podanie marihuany medycznej.

00:18:00 Wsparcie z zagranicy — lekarz onkolog ze Stanów i klinika w Czechach

Monika Ciszek-Skwierczyńska: Tak? Konopi medycznych. Ja nie mogę komuś zabronić i daleka jestem od tego, żeby odwodzić kogoś, że jak on podjął decyzję, to ma, nie wiem, nie iść na chemię, czy na dioterapię. Moim zadaniem jest go wesprzeć w tym procesie, żeby on jak najlepiej przez niego przeszedł. I psychologicznie, i fizycznie. Czyli mogę go wesprzeć psychicznie i tak jakby w sposób naturalny. Tak? Jego ciało, dietą, odpowiednią terapią, tudzież konopną, czy jakąś inną suplementacyjną.

Jak i również wesprzeć rodzinę, bo często ci pacjenci mnie proszą, niech pani wytłumaczy rodzinie, bo oni mnie namawiają, nie wiem, na to, żebym się położyła do szpitala i przyjęła siedemnastą chemię, a ja już nie mam siły. Tak? Ja już tego nie chcę, bo to nie działa na przykład nami, ktoś tak mówi. Albo czuję się jeszcze gorzej. No, różne są sytuacje, tak? Tak. No i w momencie, wracając do mojej osoby, jak ja podjęłam tę decyzję o takim leczeniu naturalnym, już byłam po zabiegu operacyjnym, zmieniłam sobie cały plan dietetyczny.

Ja też wtedy tak jakby zadbałam i zrobiłam sobie taką trzymiesięczną przerwę od pracy zawodowej. Ja musiałam się skupić na sobie. Ja musiałam tak jakby wesprzeć. Ja miałam takie poczucie, że to jest teraz czas dla mnie. W sensie, że ja załatwiałam wszystkie swoje sprawy, żeby przygotować, aczkolwiek powiem szczerze, że miałam taki moment, że spisałam wszystkie telefony ważne na kartce, wszystkie hasła, bo ja się zajmuję takimi, wiecie, logistycznymi rzeczami. I skrzynek elektronicznych, żeby to było spisane w razie czego. Miałam taki na początku, w tym pierwszym odruchu.

Nie wiem, chyba tą kartkę już nawet wyrzuciłam. To dobrze. Po co ci ta kartka? Po cokolwiek ta kartka.

Tak, mnie to w ogóle zezłościło, że ja coś takiego zrobiłam, ale chcę wam pokazać, jakie to były takie etapy, bo nie dość, że konfrontowałam się z lękiem, z lękiem nie tylko o siebie, o swoje życie, ale z lękiem, Boże Święty, co ten, co ten mój mąż zrobi, zostanie trójka dzieci, wtedy jeszcze trójka, bo niestety mamy też inne przykre doświadczenia, ale to nie jest teraz na ten moment, że zostanie sam z córkami, jak on sobie poradzi, jak dziewczynki sobie poradzą, bo my taką jesteśmy bardzo bliską rodziną, ale myślę sobie, że bliscy osób, które chorują na nowotwór przeżywają to samo. Dokładnie.

Jak oni sobie poradzą, prawda? No i powiem tak, no z racji tego, że już od przeszło dwudziestu lat tak jakby pracuję, jestem w tym takim środowisku zielarzy, naturoterapeutów, psychoterapeutów, lekarzy, to miałam bardzo dużo wsparcia właśnie od przyjaciół, którzy są bardzo świadomi i tak jakby korzystają jeszcze z innych technik niż tylko medycyna akademicka. Właśnie przez koleżankę, koleżankę z Czech, nawiązałam kontakt z miejscem, gdzie mogę, no niestety, to były takie dwie opcje.

Jednym lekarzem to był lekarz onkolog, ginekolog, to był pan, który, znaczy Olek, nie pan, był lekarzem na Ukrainie, ale od wielu lat jest lekarzem w Stanach. I on mówił, że on ma suplementację wspierającą pacjentów chorych onkologicznie naturalną ziołową, czyli odpowiednia ilość mikro, makro elementów i odpowiednie różne zioła, odpowiednio komponowane, żeby włączyć do terapii w zależności od rozpoznania.

I on mi podpowiedział, no niestety mieliśmy tylko możliwość rozmów przez Skype'a, no bo odległość, ja nie miałam możliwości, żeby lecieć do Stanów, żeby się z nim spotkać, ale był na tyle uprzejmy, bo my się tak naprawdę poznaliśmy wtedy przez moją taką koleżankę, która mieszka w Czechach i on tak jakby pilotował to zdalnie, cały ten mój proces leczenia takich zioł.

I on mi powiedział o tym, że istnieją, no niestety w naszym kraju nie, kuracje, które stosuje się w przypadku nowotworów, kuracje konopne za pomocą medycznej marihuany, ale również odpowiednio skomponowanych zespołów olejkowych typu CBD, CBG, w takich, no powiedzmy full spectrum, w takich odpowiednich komponentach i dawkowaniach. W Polsce, no to byłam pod opieką zagranicznej kliniki tam, w połączeniu z dietą, w połączeniu z odpowiednim trybem życia, czyli powiem wam, że to może dla niektórych dziwnie zabrzmi, ale ta diagnoza dała mi życie.

00:24:00 Trudna konfrontacja terapeutki uzależnień z terapią konopną

Monika Ciszek-Skwierczyńska: Nagle wzięłam, znaczy może nie nagle, ja wzięłam odpowiedzialność za swoją chorobę, czyli przeanalizowałam, co mogło się wydarzać w moim życiu, co mogło mieć na to wpływ, że ja zachorowałam, żeby te przyczyny wyeliminować i wzięłam odpowiedzialność za swoje leczenie, za swoje zdrowienie. To nie jest tak, że sama, bo ja korzystałam z pomocy różnych osób. Tak, bo koleżanka z Irlandii, która jest lekarzem tam, dała mi bardzo wartościowe podpowiedzi, co mam wprowadzić do diety, jak ta moja dieta ma wyglądać, żebym ja przygotowała mój organizm na proces zdrowienia.

Zadbałam o siebie psychologicznie, mimo że ktoś może powiedzieć, no jak to, terapeuta, no to powinien wiedzieć, co robić, tak. Zadbałam się poprosić o pomoc, bo tu na szalę wchodziło moje życie, ale komfort życia również moich dzieci i mojego męża. Ja w ogóle nie wyobrażałam sobie, że oni mogą zostać sami. I w pewnym momencie, ja nie umiem tego wytłumaczyć, ja nie myślałam o sobie jako o osobie chorej. Ja miałam takie poczucie, taką nadzieję w sobie. Że ja jestem zdrowa i będę zdrowa. Że to, co podejmuję działania, jakie podejmuję działania dla siebie, są dla mnie dobre i są wystarczające.

W pewnym momencie zadziało się coś takiego, że ja przestałam się bać. Ja przestałam się bać. Przestałam się bać tego, że umrę, bo tak bardzo chciałam żyć. To jest takie, nie potrafię tego wytłumaczyć, Tomaszu. To w ogóle się zadziało na takim poziomie bardzo duchowym, dla mnie też. Ale też, że ja miałam takie poczucie, że ja odzyskałam swoją moc. Że ja mogę zdecydować o sobie, nawet z taką świadomością, jeżeli te działania po prostu... Przegrają z chorobą. Ale będę miała poczucie, że zrobiłam dla siebie wszystko, co najlepsze. I takie nastawienie swoje, takie...

Ja wtedy nauczyłam się bardzo dużego szacunku do samej siebie. Do tego, co jest dla mnie dobre, a co mi utrudnia życie. Weryfikowałam pewne kwestie. Tak jakby stałam się bardziej uważna. Bardziej troszczyłam się o siebie. Choćby na takim sensie, że dawałam sobie więcej czasu, żeby odpocząć, żeby się zregenerować. Żeby zrobić coś dla siebie, co sprawia mi przyjemność. Chociażby zacząć od tego, skończywszy na tym, że wiem, że czasem było trudno bardzo. Bo jak ja sobie przypomnę, tą ilość suplementów i ziół, które używałam, które musiałam podawać w odpowiednich... W odpowiednich kompozycjach.

No bo przecież istnieje coś takiego, jak interakcje między ziołami. Przecież to... No można sobie zrobić krzywdę. I odradzam stosowanie fitoterapeutyczne, fitoterapii ziół i różnych leków na własną rękę, bo coś tam się wyczytało w internecie. Tak? Że to jest przerażające. Chociażby nawet ostatnio kolega od męża zadzwonił, że ktoś tam mu zalecił, bo miał jakieś problemy. Picie piołunu, ale ja tak usłyszałam z boku, spytałam się w jakich dawkach, ile to byłam przerażany.

Finalnie to on mówi, że coś mu się dzieje z nerkami, on się coraz gorzej czuje, no bo on przyjmował takie dawki tego piołunu, że to nie byłoby inaczej. Że musiało to tak zadziałać. Że to się musiało tak skończyć, prawda? Więc powiem tak, wracając też tak jakby do konopi, bo chcę powiedzieć bardzo tutaj ważną rzecz. Że ja tutaj decydując się na tą terapię wtedy, nie mając takiej możliwości w Polsce, że musiałam korzystać z takiej oferty za granicą, musiałam przejść swój bardzo poważny proces też wewnętrzny. Ja od lat przeszło dwudziestu pracowałam jako terapeuta leczenia uzależnień.

Ja jestem z tej szkoły, gdzie... Uczono mnie, że marihuana uzależnia, że jest bardzo niebezpiecznym narkotykiem. I ja miałam takie zastanowienie, mówię matko, ja wtedy w ogóle nie miałam pojęcia, że jest coś takiego jak CBD, CBG i wiele, wiele innych olejków. Ja marihuana mi się tylko kojarzyła z THC, niektórzy nawet nie potrafią powiedzieć tej całej nazwy, co to oznacza to THC, a są terapeutami.

I tak jak patrząc na pacjentów, którzy trafiali do ośrodków stacjonarnych na leczenie, które trwało rok czy dwa, a ja w takich ośrodkach pracowałam, tudzież później w poradniach leczenia uzależnień, gdzie ktoś zapalił kilka razy konopię i już był diagnozowany jako osoba uzależniona. Tak było. Powiem Ci, że mi było bardzo trudno. Wyobrażam sobie. Ja musiałam przejść wewnętrznie, jak mówię, kurczę, ja tu z tego... Staram sobie wyobrazić, nie wyobrażam, tylko staram sobie to wyobrazić.

Ja miałam takie, kurczę, ja tutaj leczę ludzi, tak, z uzależnień, chociaż jak zaczęłam się temu potem przyglądać, to z takich doświadczeń i obserwacji powiem, że wiele osób właśnie swoją przygodę z używkami... z tymi doświadczeniami zaczynało właśnie od konopi, od palenia marihuany, ale niestety kończyło na innych środkach, od których byli uzależnieni. To były amfetamina, heroina, alkohol i potem już nie było miejsca na konopię, bo oni szukali czegoś innego, czegoś, co bardziej będzie wzmagało ich doznania, no i się uzależniali od tych substancji.

Więc nie spotkałam się z pacjentem, który by trafił do mnie akurat na terapię tylko i wyłącznie z tego powodu, że jest uzależniony od konopi. Myślę sobie, że jeżeli ktoś tak jakby chce być w takiej opcji doświadczania różnych substancji chemicznych, to pewnie zacznie od konopi, ale teraz nie można tak powiedzieć. Ja uważam, że to się zaczyna od alkoholu, ci młodzi ludzie, którzy mają po naście lat swoją pierwszą przygodę z używkami, zaczynają od alkoholu i papierosów. Teraz niestety też żyjemy w takich czasach, gdzie pojawiły się dopalacze, które młody człowiek zażywa i myśli, że to są konopia.

To jest, nie wiem, jakieś chemiczne coś, które robi totalne pustoszenie w organizmie i przerażające nie tylko dla samego i osoby, która to zażyje, ale dla nas, jeżeli taka osoba na przykład trafia na zonę, my nie wiemy, co zrobić, bo często po badaniu krwi nie potrafimy powiedzieć, co jest w organizmie tej osoby, co podać w ogóle, żeby zatrzymać pewne objawy, bądź jest takie spektrum różnych substancji, że jak coś podamy, to jedno wyklucza drugie, że można doprowadzić do zejścia śmiertelnego takiego młodego pacjenta, czy dorosłego, bo to są różni ludzie trafiają.

Niestety służba bardzo często jest doprawiany syntetycznymi dodatkami,

00:33:00 Rick Simpson, lęk przed łatką "narkomana" i edukacja pacjentów

Monika Ciszek-Skwierczyńska: które właśnie przynoszą potem złą sławę konopią. Niestety tak i powiem tutaj jeszcze taką rzecz, bo są takie jakby laboratoria i policja, która zabezpiecza pewne rzeczy, to oni potem... Może nie wszystkie te rzeczy, które zabezpieczają, ale na pewno część jest z nich badana i czasem dostajemy takie informacje, w ogóle co tam, jaka była zawartość, no to tam, oni mówią, że tam w ogóle nie było konopi, na przykład, że to był tak komponent dziwnych, chemicznie aktywnych, trujących substancji, że naprawdę to jest cud, że są osoby, którym się nic nie dzieje, za życiu czegoś takiego.

No i tutaj ja tak jakby ta moja droga... No różne myśli, no przecież ja byłam aktywnym pracownikiem poradni leczenia uzależnień, no i ja mam przejść taki proces leczenia, tak? Jak to w ogóle będzie wyglądać? No z racji tego, że musiałam się zająć sobą, to byłam na takim urlopie zdrowotnym, więc nie chodziłam wtedy do pracy, no ale w głowie miałam różne myśli. Czy będę odrzucona, bo nie czułam takiej potrzeby, żeby potem ukrywać ten fakt, tak? Że ja będę ukrywać, no bo ludzie się pytają, jaką przeszłaś terapię znajomi, no to dlaczego ja miałam to ukrywać, tak?

No bo wszyscy, większość wiedziała, bo to się bardzo szybko odniosło, jedna, dwie osoby wiedziały, a potem nagle się okazuje, że wszyscy wiedzą, tak? Szybko się roznoszą, no bo też jakaś jest przyczyna tego, że miałam ten urlop zdrowotny i tak dalej. Natomiast w momencie, kiedy nawet z tą koleżanką rozmawiałam i z ludźmi, którzy tak jakby proponowali taką terapię jako rozwiązanie, że była możliwość też tak jakby, ja też dużo w internecie czytałam, ja w internecie znalazłam te wszystkie adnotacje, jeżeli chodzi o Ricka Simpsona, tak?

On opowiedział swoją historię też, te wszystkie perturbacje, tak? Co jest nielegalne w kraju, to jak ja będę traktowana, jak ja komuś powiem, że ja gdzieś tam za granicą przeszłam taką terapię. Wiesz, no różne są myśli, natomiast w pewnym momencie miałam takie poczucie, że przecież ja nie robię nic złego, że ja robię coś dla swojego zdrowia i to jest taka kwestia, że nie robię tego w takim celu, żeby się odurzać, tak? W ogóle ja, to jest jakiś absurd, ja w ogóle nawet nie miałam... Inny, prawda? Dokładnie.

Wielokrotnie spotyka się taką obawę ludzi, którzy boją się wprowadzić terapię konopną, dalej krąży takie przeświadczenie, że konopie uzależniają i wychodzą z założenia, no pójdą na tą chemię, pójdą tą klasyczną, tradycyjną drogą, bo nie chcą być narkomanami. Tak, albo że im przypną taką łatkę, że są narkomanami, tak? No Boże, a kogo to do jasnej cholery interesuje? To w ogóle jest tak, że proszę mi uwierzyć, pacjenci, którzy decydują się nawet, powiem, na podanie olejku CBD mają te obawy i czy ja będę normalnie się zachowywał, czy ja się nieuzależnię, czy ja mogę poprowadzić samochód, tak?

Czy mi nic nie będzie, czy ja nie będę miał potem... Ja bym miał tych objawów abstynencyjnych i nawet padło takie pytanie, czy ja nie stoczę się tak, jak ci narkomani. I widzę to, że ludzie potrzebują takiej edukacji, edukacji od profesjonalistów tak naprawdę, od osób, którzy się tym zajmują i mogą być w pewnym sensie jakimś autorytetem.

Bo jak ja przeszłam swoją terapię i w zasadzie, powiem, tak, ja teraz cały czas jestem na terapii swojej, bo mój styl życia to jest moja terapia i moja droga do zdrowia, że mam odpowiednią dietę, suplementuję się mikro i makro elementami, dbam o odpowiedni poziom witamin w mojej diecie i składników odżywczych, o to, żeby moja dieta była odżywcza, dbam o to, żebym miała odpowiednią przestrzeń na odpoczynek, na to, żeby odreagować stres, umiem zadbać i powiedzieć sobie, muszę sobie zrobić przerwę, czyli bardzo świadomie żyję. Czyli dbasz o zasoby.

Dbam o zasoby, no ja jestem tym zasobem, tak, moje ciało jest tym pojazdem, o który muszę dbać, no bo Tomasz, no zobacz, większość teraz jesteśmy w takich czasach, że mamy samochody, tak, o samochód dbamy bardzo dobrze, raz w roku robimy pełny przegląd, no bo bez tego nie ruszymy, a teraz można by tak nawet do naszych słuchaczy zadać takie pytanie, jak często robicie Państwo przegląd swojego pojazdu, tak, czyli organizmu, tak, bo to o to chodzi, czy on, czy ma wszystkie, wiesz, te komponenty, wszystko, czy my jesteśmy w dobrym stanie, czy nasza dieta jest dietą, która wzmacnia nasz organizm, a nie odwrotnie, tak?

Utarło się takie przeświadczenie, że musimy dbać o dietę, a dla mnie słowo dieta jest w ogóle jakimś,

00:39:00 Praktyka: kapsułki ziołowe, wilcza kora, suplementacja

Monika Ciszek-Skwierczyńska: w ogóle ma konotację taką, jakiś negatywny, to powinien być styl życia. To powinien być styl życia, tak, bo no co to jest dieta, to jest styl życia właśnie, tak? Powiedz mi, przygotowałaś się do zabiegu, do operacji? Mhm. Czyli wzmocniłaś swój organizm? Tak. Czyli aktywny, czyli wypoczynek, wyjechaliście, wprowadziłaś suplementację? Tak. I już wtedy przed zabiegiem, tak? Przed zabiegiem. Okej, potem po czterech, był zabieg, po czterech dniach wyszłaś do domu, ta suplementacja dalej była uruchomiona?

Tak, suplementacja ziołowa szła dalej, powiem nawet, że w pewnym momencie była, była bardzo trudna, bo to był taki komponent, że ja trzy razy dziennie przyjmowałam różne takie kapsułki ze sproszkowanymi ziołami. Głównie to były rzeczy, które podnosiły odporność, tak jakby stabilizowały, wzmacniały organizm i były to ziołowe leki przeciwnowotworowe. To była wilka kora i wiele innych rzeczy, które tak jakby sprowadzałam z zagranicy, tak? Takie rzeczy, które mogły być... Być mi przysłane. No powiem, że było to uciążliwe i wymagało dyscypliny, naprawdę takiego świadomego i uważnego stosowania.

Czasem to było nawet, że ja to rozpuszczałam w pół szklanki wody, żeby jak najszybciej to wypić, bo no niestety do smacznych to nie należało. Przy równoczesnej diecie, aktywności, ruchu, takiej dbałości o siebie i takiego jakby spokoju i nastawienia. Na to, że będę zdrowa, że robię to dla swojego zdrowia. To nawet są takie, ktoś może powiedzieć, afirmacje, że ale ja naprawdę to robiłam, naprawdę. Wprowadziłam różne techniki oddechowe, takie, które mnie wyciszały, dbałam o to, żebym się wysypiała, żebym wypoczywała. Ktoś powie może, no jak przy takim życiu będzie życia to zrobić?

No to jest kwestia wyboru, tak? Zastanawiamy o siebie albo pędzimy, tak? I mówimy, że nie możemy tego zrobić. I coś takiego było. Ja wtedy zaczęłam bardzo dużo czytać również o medycynie naturalnej, rozpoznawać różne aspekty, jak można już wcześniej działać, czyli cała ta profilaktyka, co możemy wcześniej już robić, żeby nie spotkała nas choroba, tak? Tym bardzo się interesować. Zaczęłam wtedy też dużo czytać o konopiach, oczywiście z takich źródeł, które były dostępne. Dużo musiałam sobie tłumaczyć, z takich zagranicznych rzeczy. Który to był rok, przepraszam?

00:42:00 Rok 2016, powrót do polskiej poradni i hormono-/radioterapia

Monika Ciszek-Skwierczyńska: Słuchaj, to był rok 2016. Czyli jeszcze przed legalizacją. Tak, jeszcze przed. Słuchaj, to też wymagało wysiłku. Tłumaczałam sobie z internetu wiele artykułów, tym translatorem tłumaczałam, bo nie władam biegle angielskim na tyle, żeby przetłumaczać pewne rzeczy, takie medyczne, bo po prostu nie mam takiego zasobu słów i zaczęłam poznawać, no że miałam różnych znajomych za granicą, zaczęłam z nimi nawiązywać kontakty, zaczęłam się tym interesować bardzo mocno, ale powiem ci, że...

Oczywiście robić sobie regularne badania, bo po przejściu zabiegu, jeszcze miałam takie doświadczenie, że mówię, kurczę, no powinnam być też tu na miejscu pod opieką lekarza-onkologa, tak? Więc wróciłam do tej samej poradni, już byłam po zabiegu lekarskim. W 2016. Tak, to już był bodajże listopad. Mówię, no to mam jeszcze tą kartę DILO, no to sobie wrócę tam, zarejestruję się do tej poradni, niech mnie prowadzi jakiś lekarz. Wróciłam, żeby powiedzieć, że jestem po operacji, jaki, co zastosowałam.

Tej pani w ogóle to nie interesowało, no pani mówi, że to nie są nasze metody, usłyszałam, mnie to nie interesuje. Oczywiście mnie obejrzała i mówi, no widzę, że pani się wyoperowała, no i co, zadowolona pani? Ja tak mówię, no ale z czego mam być zadowolona, to że co? Że nie zostałam okaleczona, tak? Że jakoś wyglądam, że jak stanę nago przed lustrem i popatrzę na siebie, to mogę powiedzieć, okej, nieźle, bo ja widziałam pacjentki, jak wyglądają po tych zabiegach operacyjnych. To jest przerażające, bo nie każdy miał taką możliwość, tak? Co ja? No i mówię, to co dalej?

Co pani mi teraz zaproponuje? Została mi zaproponowana, no tak na szybko. Mogę pani zaproponować hormono i radioterapię, gdzie potem przez pomyłkę, bo ja weszłam tam, gdzie nie trzeba i mnie nie zauważono, byłam świadkiem kłótni lekarza z radioterapii i tej pani, która miała być moją panią prowadzącą, pani z radioterapii mówiła, że na tą chwilę nie ma potrzeby włączania radioterapii, że na razie wystarczy tylko ta hormonoterapia. Zobaczymy, co będzie dalej.

Także ja się niestety ujawniłam i wtrąciłam do rozmowy, że ja bardzo dziękuję za wsparcie, jednak tak jakby skorzystam z tych innych metod leczenia. No to usłyszałam, no ja chcę, żeby pani trochę przeżyła, ale pani wybiera. No i tyle usłyszałam na dowidzenia.

00:45:00 Bardzo dobre rokowania i terapia medyczną marihuaną za granicą

Monika Ciszek-Skwierczyńska: Nie ma to jak zmotywować pacjenta. Tak, zostałam bardzo zmotywowana do życia, do tego, żeby żyć sama się zmotywowana. Powiedziałam, o nie. No i później cały czas była ta terapia. W 2000 to się już zaczęło wszystko. Po tym zdecydowałam się na podjęcie tej terapii medyczną, marihuaną za granicą, tak jak oni leczą i wspomagają pacjentów z chorobą nowotworową. I tam słyszałam, że mam bardzo dobre rokowania, bo ktoś się zainteresował.

Z wynikami z operacji, że okazało się, że guz był jeszcze otorbiony, że nie było rozsiewu, nie było żadnych przerzutów, że węzłych, nawet usłyszałam, bardzo dobrą decyzję pani podjęła, że zgodziła się pani wyciąć jedno piętro węzłów chłonnych, bo to jest taki ruch zabezpieczający, bo ja rozmawiając przed operacją powiedziałam, że jeżeli jest potrzeba i oni uznają, że tak, że się godzę. Lekarze tak jakby byli przychylni temu, że część węzłów, mimo że nie była zaatakowana, została usunięta, ten pierwszy tak jakby próg.

No i powiedzieli mi, że ja nawet usłyszałam, że będzie pani zdrowa, że jest dobrze, że spodobało im się cały program, który ułożyłam, jaka dieta, co stosuję, zostało mi wytłumaczone, jak będą podawane te konopie, po co, co one mają. Co one robią w moim organizmie. Usłyszałam wtedy o CBD, o CBG, bo też dostawałam. Usłyszałam o tym, że później po zakończonej terapii, jeszcze przez dwa lata, żebym przyjeżdżała na taką kontrolę, ewentualnie na dwutygodniową, tak jakby powtórkę zalecanej suplementacji wtedy.

Żebym wspomagała się u siebie tutaj w kraju olejkami CBD, CBG, które wspierają organizm, wprowadzają homeostazę w organizmie, równowagę, działają przeciwzapalnie, wzmacniająco na organizm, że to jest dobre, ale również też będą wzmagać moje zdrowie psychiczne. To też może powiedzieć, no ty się czułaś dobrze, bo byłaś na haju cały czas. Ja w ogóle tego nie czułam, że ja jestem w jakiś sposób odurzona, powiem tak. To było tak skomponowane. Pierwsza dawka była dla mnie trudna.

Pierwsze podanie, tak jak oni mówili, ale też tak jakby uprzedzali, że tak może być, bo oni musieli mi dopasować do mojego organizmu odpowiednie dawki. Pierwsza dawka była dla mnie trudna, bo oni musieli mi dopasować do mojego organizmu odpowiednie dawki. Tam terapeuci mówili, że to było za dużo podane. Uruchomiły mi się lęki, jakiś taki miałam niepokój, nawet miałam takie poczucie, że ta rana pooperacyjna bardziej boli niż bolała, ale to było jednorazowe doświadczenie. Ja mogłam wtedy rozmawiać, rozwiewać te wątpliwości. Potem już nie miałam żadnych przykrych objawów.

Powiem, że nawet nie miałam takiego stanu. Nie wiem, zmożonego apetytu. Miałam wrażenie, że wszystko tak jakby idzie w takiej równowadze. Ja bardzo mocno zaufałam, miałam bardzo dobrą opiekę, byłam bardzo spokojna. Po trzech latach usłyszałam, że nie ma już takiej potrzeby, że jestem zdrowa. Miechałam diety, suplementacji ziołowej, wspieram się olejkiem regularnie, CBD, CBG w odpowiedniej, tak profilaktycznie, w odpowiednim zestawie, tak jakby skomponowanym. No i mam się dobrze.

00:50:00 Trzy lata terapii — "jestem zdrowa"

Monika Ciszek-Skwierczyńska: Nawet dostałam poradni oficjalne, takie pismo, które mnie bardzo rozbawiło, no bo z racji, że płacę składki i jestem pod opieką NFZ-u, no to chciałabym sobie... Na ten NFZ robić badania, które teraz bardzo dużo kosztują. No niestety nie mogę uzyskać skierowania, tak, na większość tych badań. No muszę robić je sobie sama. Tylko tam jakieś drobne, podstawowe i dostałam takie oficjalne pismo, że nie jestem już pacjentem onkologicznym, więc nie ma potrzeby. Oni nie mogą mi przepisać takich badań. Znaczy uważam, że to jest bardzo dobra informacja dla mnie, tak.

Tak, więc mówię, no to super, więc no to nie jest tak, że pójdę z marszu, też się przygotowuję, że sobie wykonuję określony panel badań, no i sobie po prostu odkładam na to, żeby nazbierać na ten panel badań, żeby sobie je zrobić. Tak to robię, bo płacę za te badania. Część, które mi się tam uda, dzięki znajomym sobie robię, ale część wykonuję normalnie, odpłatnie i tyle. Czyli jesteś w pełni zdrowa. Tak, jestem zdrowa. Jestem zdrowa, mam się dobrze, nic mi nie dolega, śpię spokojnie, tak. Czyli okres leczenia od momentu diagnozy do zamknięcia leczenia to były trzy lata, tak?

To były trzy lata, ale Tomku, ja cały czas jestem w procesie leczenia. Mój styl życia to jest moje leczenie. W stu procentach się zgadzam, z tym, że takie graniczny okres, ten taki najbardziej jakby newralgiczny. Zacząwszy od operacji do zakończenia tego takiej suplementacji i wsparcia ziołowo-konopnego to z przerwami, bo to nie było tak, bo to był okres, suplementację brałam trzy lata i sukcesywnie te zioła były odstawione. Odstawiane, tak? Ja się tak jakby stosowałam do zaleceń.

Dietę przeciw taką nowotworową, czyli stosowanie różnych tam pokarmów, odstawienie różnych, czyli na przykład odstawienie cukru. Niemalże całkowicie. Oczywiście zdarza się, że jak jestem u kogoś w gościach i ktoś mnie częstuje ciastem, tak? Pyszną, nie wiem, szarlotką. No i nie dopytuję, czy piekłeś to z białym cukrem, czy jak mi po prostu z przyjemnością zjem, tak? To też nie chodzi o to, żeby... Ja to nie lubię żadnych skrajności, tak? Ale z bardzo dużą uważnością też dbam o swoją dietę i czasem się śmieję, że stosuję homopatię, bo też czasem mam ochotę się napić Coca-Coli, tak?

I się napiję tą szklaneczkę, ale to nie jest tak, że codziennie i ta dawka cukru jest. No nie wiem, nie palę papierosów, rzadko piję alkohol, ale to tak zawsze miałam, tak? Więc to tak jakby też jest na pewno sprzyjające, jeżeli chodzi o stan mojego zdrowia. No dbam o to, żeby wypoczywać, niwelować stres z mojego życia. Jego się nie uniknie, ale tak no świadomie sobie z nim radzić, tak? Znam swoje możliwości, staram się nie przekraczać pewnej granicy, gdzie potem już idę, oram nosem, ale idę, tak? To nie o to chodzi. Mieć więcej i nie zwracać uwagi na siebie, po prostu.

Powiedz nam, jak te Twoje doświadczenia przekładają się na pracę z pacjentami? No bo w końcu doświadczenie przed operacją miałaś bardzo duże. Następnie ten etap onkologiczny na pewno wpłynął na to, co teraz robisz z pacjentami, jak z nimi pracujesz. Powiem tak, ja jestem taką osobą, która nie opiera się tylko i wyłącznie na swoim doświadczeniu, bo uważam, że każdy jest inny. I każdy inaczej zdrowieje, każdy inaczej choruje, tak? Mimo, że jesteśmy tymi samymi ludźmi i możemy mieć takie samo rozpoznanie, prawda? Bądź podobne. Tak, tak, tak, tak. Ale wspomniałam, bo mam bardzo dużo wdzięczności.

00:55:00 Praca z pacjentami onkologicznymi i ich rodzinami

Monika Ciszek-Skwierczyńska: No ja też. Że jest kurs terapeuty konopnego, tak? I tam się poznaliśmy. I tam się poznaliśmy i mówię, nie, ja muszę na tym być, bo ja zdobędę wiedzę, tak? To są profesjonaliści. Patrząc na wykształcenie, na doświadczenie mówię, to jest moje miejsce, bo ja to swoje doświadczenie mogę uzupełnić merytoryczną wiedzą i usłyszeć, jakie doświadczenie mają inni. Inni w prowadzeniu różnych terapii, leczenia i tak dalej. I to było bardzo przełomowe dla mnie. Bardzo.

W sensie pozytywnym, że opadły pewne kurtyny, rozpadły się pewne mity, które gdzieś tam miałam w głowie i miałam takie poczucie, że mogę to połączyć, to swoje doświadczenie i tą wiedzę po to, żeby lepiej pomóc drugiemu człowiekowi. W ogóle super. Że skończyłam ten kurs i tą wiedzę, którą zdobyłam na kursie, swoje doświadczenie, doświadczenia innych pacjentów, którzy się dzielą, to tak jakby, wiesz, praca terapeuty konopnego zaczyna się od wysłuchania.

Każdy, wiesz, to jest taka historia, każdy przychodzi z inną historią, ale powiem Ci Tomek, emocje, które towarzyszą chorobie, emocje onkologicznej są u wszystkich takie same. Przede wszystkim to jest lęk, lęk przed śmiercią, przed cierpieniem.

To jest co robić, to jest taka bezradność, to co robić, tak, no bo wszędzie, wiesz, to jest podawane, że rak to już wyrok, to już jest koniec, tak, to już trzeba się szykować na koniec, że jak ludzie idą tam i mówią, no jak przechodzę przez ten oddział i widzę, jak ludzie, jak ja będę wyglądać, że będę bezradny, bez włosów, że będę wymiotować, że będę słaby, będę cieniem człowieka. Matko, co mnie czeka, tak? Wiadomo, że jest też tak, że nie każdemu się udaje, że nie można tego wszystkiego traktować jako panaceum i jedyne rozwiązanie.

Konopie to też nie jest panaceum, ale to na pewno jest jedno z rozwiązań, które mogą być dla nas dobre, które mogą wspomóc, bo, wiesz, też w pewnym momencie przychodzą do gabinetu pacjenci, którzy spróbowali już wszystkiego. Są, nie wiem, po siedemnastu chemiach, iluś tam radioterapiach, są naprawdę w bardzo złej kondycji i jest czasem tak, że te konopie pozwalają im odejść bez cierpienia z godnością, w poszanowaniu, tak jak w bliskości z byciem. Blisko swojej rodziny i tak jakby odejść tak jakby w spokoju, w takim, wiesz, no w pełni człowieczeństwa.

Nie wiem, jak powiedzieć, wiesz, nawet cały ten proces, zobacz, mnie tak jakby doprowadził do rozwoju w mojej pracy terapeutycznej. Nie wiem, jak powiedzieć, w ogóle od chodzenia, tak, bo dla mnie to był taki element, którego mi brakowało, bo do mnie nie przychodzą tylko sami chorze, ale przychodzą też ich rodziny, którzy sobie z tym nie radzą. Bo nie wiedzą, jak mają sobie spróbować.

00:59:00 Córki w obliczu choroby mamy

Monika Ciszek-Skwierczyńska: Mi ani razu nie zaproponowano konsultacji psychologicznej. No tak, pytanie, jak twoje córki sobie z tym dawały radę? Moje córki miały trudno. Młodsza może nie była tak jakby w pełni świadoma. Ja niczego nie ukrywałam. Natomiast ja im mówiłam, co się dzieje. I ona chyba też to, szczególnie starsza, z takiego nastawienia mojego, tak jak patrzyła, jak my reagujemy, że my działamy, nie jesteśmy bierni. Wiesz, to się wiele rzeczy zmieniło. Ona mi zadawała takie pytania. Mamo, a czy to będzie też tak, że ja też będę miała tą chorobę, jak będę dorosła?

Wiesz, ja stawałam w takich sytuacjach, powiem ci, bo tak jakby tylko to jest zupełnie inna historia, ale nadmienię to państwu.

01:00:00 Strata Kamila — gdy zabrakło czasu

Monika Ciszek-Skwierczyńska: No i nie mówić już, ale w 2018 roku, gdzie w zasadzie moja terapia powoli dobiegała końca, nagle, w przeciągu miesiąca czasu, zmarł na chorobę nowotworową mój najstarszy syn, 27-letni. My totalnie nie byliśmy na tym przygotowani. Choroba była, z racji jego młodego wieku, ona nie dawała żadnych... żadnych objawów. Żadnych. Drobne jakieś tamże, może jakieś częstsze infekcje. Natomiast w wyniki badań nic mu nie wychodziło niepokojącego, no bo zwracaliśmy na to uwagę. Syn pracował jako dziennikarz i w 2018 roku w czerwcu wyjechał, pojechał do Tajlandii i tam po trzech dniach stracił przytomność.

Wszyscy myśleliśmy, że to jest jakaś choroba tropikalna. Czy tudzież inna. No bo z wyników badań tak wynikało. W momencie, kiedy ściągnęliśmy go z tego Bankoku już do Warszawy, bo syn mieszkał w Warszawie, zaczął się lipiec gehenny, tak? Bo tyle trwało. Kursowanie po szpitalach. Wszyscy rozkładali ręce, że do końca nie wiedzieli, co on. Coraz większe bóle miał. W końcu, kiedy trafił na oddział diagnostyczny onkologiczny, zaczęły się perypetie. A może to jest chłoniak? A może to tylko, że ciągle nie było tej diagnozy? No bardzo trudne doświadczenie.

Rozmawiać na przykład z synem, gdzie on czuł, że to, no on niknął w oczu. Potem się okazało, że to był już po sekcji zwłok, że to był nowotwór żołądka, który umieścił się między warstwami ścian żołądka i on nie był widoczny po prostu w takich badaniach. Ta ostatnia gastroskopia coś tam wykryła, bo okazało się, że tam, ale to już było na trzy dni przed jego śmiercią. Więc dla nas nic nie mogliśmy zrobić. Ja nie mogłam nic zastosować, tak jakby z tego, co stosowałam u siebie, bo to wszystko zabrakło czasu.

Ale my też doświadczyliśmy sytuacji, kiedy zabrakło czasu, bo czasem tak jest, że ta diagnoza jest tak późna, że niewiele można już zrobić, że ta choroba się już tak rozhula. I tak jakby to, co mogłam mu podawać, to ja mu podawałam bardzo duże dawki CBD w porozumieniu z tym, co się dzieje. W porozumieniu z lekarzem po to, żeby po prostu zadziałać też przeciwbólowo, żeby mu ulżyć tak jakby w tym cierpieniu, żeby on był spokojniejszy, żeby go mniej bolało. No i tak jakby to była też dla mnie taka sytuacja, że ja widziałam, że ja muszę dbać o siebie. Musimy dbać o siebie.

My tak bardzo się scaliliśmy, bo ja nie chciałam tak jakby wznowienia u siebie, tak jakby na wskutek strefy. Stresu, traumy, bo to ma ogromny wpływ. No dziewczynki, córki były przerażone, przestraszone, no bo to tak jakby wiecie, no mama się ogarnęła, wyszła, zdrowiała, a brat nie. Brat starszy, ukochany brat. Starsza córka przeszła psychoterapię, w związku bardzo trudno jej było sobie poradzić ze stratą brata. Ja miałam też wsparcie takie dla siebie psychologiczne. Daliśmy sobie radę, bo my byliśmy bardzo tak razem. No od odejścia Kamila teraz minęło w lipcu, 30 lipca już cztery lata, tak?

I no my wszyscy inaczej patrzymy na życie. Bardzo sobie cenimy, szanujemy życie, spokojne życie, w dbałości o siebie, że to jest taki dar.

01:05:00 Konopie na bezludnej wyspie — prezentacja córki

Monika Ciszek-Skwierczyńska: Ona miała coś takiego, że bardzo się stresowała, bardzo bolał ją żołądek. No taka była, nawet się tak troszkę separowała, no bo ten stres bardzo mojemu dziecku pomógł zestawienie olejku CBD i CBG. Był taki temat, co byś zabrał na bezludną wyspę. I moja córka zrobiła prezentację, że na bezludną wyspę zabrałaby konopię. No i oczywiście było poruszenie, a ona poprosiła, że chce opowiedzieć o tych konopiach. Ona opowiadała o konopiach siewnych. I opowiedziała, że dlaczego pięknie, tą orgą przepiękną zrobiła prezentację.

Powiedziała, że zabrałaby konopię na bezludną wyspę dlatego, że mogłaby zbudować sobie dom. Że mogłaby sobie zrobić ubranie z konopi, że miałaby pożywienie, bo konopie to bardzo wartościowe białko, na przykład oleje, bardzo dużo witamin, makro i mikroelementów, które działają dobrze na nasz organizm. I powiedziała, że miałaby lekarstwo, gdyby coś jej się działo. I zadała sobie bardzo dużo trudu. Dla mnie to jest takie wzruszające, tak?

Że jak się stresuje, to przyjmuje koleżankom, tylko że ten czas pandemii był w ogóle bardzo trudny dla młodych ludzi i dla dorosłych, myślę, i to cały czas się odbija echem dalej. Przyjmowała olejek CBD czy CBG, to śmiali się z niej, że się odurza, że coś, a olejki typu CBG czy CBD nie są olejkami odurzającymi, tak? Jest takie myślenie, że ludzie są tak jakby odrzucani, jeżeli stosują terapie konopne w swoim... No oczywiście to się zmienia na plus, ale tak się dzieje. Pracujemy nad tym. Oczywiście, oczywiście, że tak. Powiedz mi, gdzie, w jaki sposób można się z tobą skontaktować?

Gdzie pracujesz? Kto może do ciebie przyjechać?

01:07:30 Kontakt: gabinet w Pszczynie, holistichome.com.pl, klinika Vitalea

Monika Ciszek-Skwierczyńska: No to są dwa miejsca, w których pracuję. Można przyjechać do mnie do gabinetu do Pszczyny, umówić się na konsultację. Można mnie znaleźć w internecie przez stronę holistichome.com.pl. Strona teraz jest w przebudowie, jest właśnie bardzo rozbudowywana właśnie o ten panel terapią konopną.

Również można przyjechać do mnie do kliniki na właśnie na terapię konopną, tudzież inne terapie fitoterapeutyczne, naturoterapeutyczne, bądź po prostu na wsparcie takie, po wsparcie psychologiczne, zarówno i pacjenci onkologiczni, jak i również pacjenci, którzy potrzebują jakiegoś wsparcia i pomocy, nie tylko psychologicznego. W terapii naturalnych Vitalea można się umawiać, zapisywać na konsultację jak najbardziej. Dziękuję za przemiłą rozmowę i do usłyszenia. Bardzo dziękuję Tomku, że chciałeś ze mną porozmawiać, że mogłam o tym opowiedzieć. Dziękuję bardzo. Dziękuję za wysłuchanie.

Wszystkie informacje kontaktowe do Moniki znajdziesz w opisie oraz na stronie rozmowykonopne.pl. Wszystkie informacje kontaktowe do Moniki znajdziesz w opisie oraz na stronie rozmowykonopne.pl. Pozdrawiam ciepło Tomasza Ołubczyńskiego z podcastu Rozmowy Konopne. Niech kannabinoidy będą z nami.

18 ROZDZIAŁÓW
● 05 — Źródła

Badania i publikacje.

Zastrzeżenie

Materiał ma charakter wyłącznie edukacyjny. Nie stanowi porady medycznej, farmaceutycznej ani prawnej i nie zastępuje konsultacji z odpowiednim specjalistą. Doświadczenia opisane w rozmowie są indywidualne i nie powinny być traktowane jako rekomendacja.