podcast Rozmowy Konopne 081 Dlaczego Marihuana to wciąż temat tabu Cz 1 Bogdan Jot

Bogdan Jot

pisarz, publicysta, aktywista

popularyzator wiedzy na temat medycznych zastosowań konopi. Jest autorem książek takich jak „Marihuana leczy”, „Kannabidiol leczy” oraz „Odkłamywanie marihuany”, w których w przystępny sposób przybliża czytelnikom wyniki badań naukowych dotyczących właściwości terapeutycznych marihuany.

Jego misją jest edukowanie społeczeństwa, walka z mitami i uprzedzeniami na temat konopi oraz szerzenie świadomości o ich potencjale w leczeniu różnych schorzeń. Bogdan Jot prowadzi również blog „Odkłamywanie marihuany”, gdzie regularnie publikuje artykuły oparte na rzetelnych danych naukowych, starając się budować zrozumienie i akceptację dla medycznego wykorzystania marihuany w Polsce i na świecie.

www.MarihuanaLeczy.pl

Dlaczego Marihuana to wciąż temat tabu? Cz 1

TRANSKRYPCJA ODCINKA

00:00:01 Bogdan Jot
Jeden z najbardziej znanych aktywistów powiedział kiedyś, że każdy użytek malichualny jest medyczny.

00:00:12 Tomasz Ołubczyński
Witam na kanale Rozmowy Konopne, gdzie rozmawiam z naukowcami, lekarzami, ekspertami oraz pacjentami o terapeutycznym zastosowaniu konopy i nie tylko. Ja nazywam się Tomasz Ołobrzyński i jestem dyplomowanym terapeutą konopy. Na tym kanale odkrywamy zarówno naukowe jak i praktyczne aspekty zastosowania konopi. Razem z moimi gośćmi staram się dostarczać rzetelnych informacji, które pomogą lepiej zrozumieć potencjał tej rośliny. Jeżeli cenisz wiedzę opartą na faktach, a publikowane przeze mnie treści są dla ciebie atrakcyjne, zasubskrybuj udostępnij lub napisz komentarz. Możesz również wesprzeć ten kanał na Patronite, aby pomóc w jego rozwoju. Tyle słowem wstępu. Dzisiejszym gościem jest autor czterech książek. Marihuana leczy. Odkłamywanie marihuany. Legalizację jestem za. I kanabidiol leczy. Aktywista, wykładowca, prelegent na wielu konferencjach i spotkaniach branżowych, ekspert konopny, pan Bogdan J. Dzień dobry Bogdanie.

00:01:18 Bogdan Jot
Dzień dobry, kłaniam się wszystkim. Dzisiaj już mogę powiedzieć, nie tylko kłaniam się wszystkim słuchaczom, ale również wszystkim widzom, bo o ile pamiętam, to jest moja trzecia chyba z tobą u Tomku rozmowa, ale pierwsza na wizji. Także witam serdecznie widzów.

00:01:38 Tomasz Ołubczyński
Pogadanie. Poro się działo w tym roku, w 2024. Takie pytanie na początek w kontekście tych zmian, które się pojawiły, w kontekście dostępu pacjentów do porady lekarskiej, do porady telemedycznej. Twoim zdaniem te zmiany idą w dobrą stronę, czy jest to próba zablokowania tego dostępu do medycznej marihuany?

00:02:07 Bogdan Jot
Nie ma na to pytania odpowiedzi jednym słowem, tak albo nie, w dobrą albo w niedobrą, bo trzeba jak zwykle przeanalizować szerszy kontekst. Po pierwsze, bardzo dobrą moim zdaniem tendencją na polskim rynku medycznej marihuany jest to, że jest jej coraz więcej. Co chwila, no może nie co chwila, ale co jakiś czas słyszymy o tym, że nowa odmiana została zatwierdzona i wchodzi na polski rynek, no i wtedy na Facebooku czy na innych social mediach zainteresowani, wymieniają się informacją, a w której aptece można to kupić i latają. Trochę przypomina się sytuacja z samego początku, kiedy przyjechała do Polski pierwsza partia, nie pamiętam, parę kilo było, chyba 7 kilo. Absolutnie Śmieszna ilość, ale początki zwykle są trudne, więc wtedy też ludzie, którzy mieli już recepty, wymieniali się informacjami, w jakim mieście, w której aptece można te recepty zrealizować. No więc teraz też troszeczkę sytuacja się powtarza. Gdzie można kupić tę nową odmianę, co to właśnie do aptek weszło? To jest o tyle dobre, że po prostu sytuacja się zaczyna powoli normalizować. Powinno być dużo różnych odmian w naszych aptekach. Lekarze powinni mieć możliwość wypisania recepty na tę odmianę, którą uważają za najlepszą dla danego pacjenta. Więc tu jest OK. Ale musimy pamiętać, że wciąż bardzo niewielu lekarzy jest skłonnych taką receptę wypisać. Po pierwsze dlatego, że oni na studiach medycznych się właściwie w ogóle nie uczą o marihuanie. Na pewno nie jest to wiedza wystarczająco głęboka, żeby już świeżo upieczony lekarz miał podstawy do tego, naukowe podstawy do tego, żeby w tych sprawach się wypowiadać pisemnie, wypisując receptę. Kiedyś, fakt, że to było ładnych parę lat temu, mam nadzieję, że sytuacja się teraz zmieniła, ale rozmawiałem parę lat temu z prodziekanem naszej Bydgowskiej Uczelni Medycznej, I go zapytałem, znaczy po to poszedłem, żeby mu to jedno pytanie zadać, co jego studenci, studenci jego uczelni wiedzą o medycznych zastosowaniach marihuany. Tak, wspominamy o tym przy okazji omawiania neuroprzekaźnictwa. Studenci jechały w dzielni, wiedzą o medycynie. Wspominamy, czyli podejrzewam, że dwa, może trzy zdania. Wspominamy o tym przy okazji omawiania neuroprzekaźnictwa. Lekarze otrzymywali w ciągu sześciu lat studiów. Powtarzam, nie wiem jak jest w tej chwili. Mam nadzieję, że chociaż trochę się to zmieniło. Niemniej jednak wciąż skandalicznie mało lekarzy cokolwiek wie na temat marihuany i jej zastosowań medycznych i jeszcze mniejsza ich liczba jest skłonna wypisać receptę. No bo tak, recepta nie jest na marihuanę, tylko na konkretną jej odmianę, czyli pacjent nie może sobie… Zakładam, że mówimy w tej chwili o tych prawdziwych pacjentach. Za chwilę możemy pogadać o tych, którzy mają receptę z innymi zamiarami, nieleczniczymi, ale zakładając w tej chwili, że mówimy o pacjencie, prawdziwym pacjencie, który potrzebuje marihuany do tego, żeby walczyć z swoją chorobą, nie może ten pacjent mieć receptę, że tak powiem, in blanco na 5 czy 10 gramów medycznej marihuany i on sobie sam dobierze odmianę w zależności od tego. Bo często jest tak, że pacjenci o wiele więcej znają temat niż, o wiele lepiej znają temat niż lekarze. Często jest tak, że pacjent przychodzi i przekonuje lekarza, żeby mu wypisał receptę na marihuanę i mówi mu jaką konkretną odmianą jest zainteresowany, bo sobie gdzieś tam wyczytał w internecie. że na jego dolegliwości właśnie ta będzie, z dostępnych w Polsce, ta odmiana będzie najlepsza. Ale jest jeszcze jeden problem, mianowicie taki, że jak lekarz mu wypisał receptę na konkretną odmianę, to teraz jeszcze tę odmianę trzeba znaleźć w aptece. To też nie jest takie proste, mimo że oczywiście sytuacja jest już o wiele bardziej korzystna dla pacjentów niż na początku, kiedy przyjechały te nieszczęsne, tych nieszczęsnych 7 chyba kilo. pierwszej partii, to mimo wszystko cały czas w internecie funkcjonują miejsca, gdzie pacjenci szukają konkretnej odmiany. Jest kilka takich serwisów. W tej chwili pamiętam GdziePolek i tam nie tylko marihuaną się zajmują, tam również pigułkę jakąkolwiek można wpisać i apteki, które należą do tego systemu, bo to jest oficjalny system, dobrowolnie apteki mogą się do niego przyłączać, podają temu systemowi swoje stany magazynowe. No i jeżeli wpisze się odmianę taką, a taką marihuanę, no to wtedy ten serwis pokaże w jakim mieście i w jakiej aptece można to kupić.

00:07:44 Tomasz Ołubczyński
I w przybliżonej cenie.

00:07:45 Bogdan Jot
Tego nie pamiętam.

00:07:47 Tomasz Ołubczyński
Jest przybliżona cena. Przepraszam.

00:07:51 Bogdan Jot
No to fajnie. Fajnie, bo to od razu pacjent wie na co, zwłaszcza pacjent, który pierwszy raz pójdzie, jest uprzedzony o tym, ile to będzie go kosztowało i nie ma niebezpieczeństwa, że np. w aptece przeżyje szok. Jak to? Za gram 70 zł mam zapłać? Tak. Zwłaszcza jeżeli akurat ten konkretny pacjent potrzebuje dużo, a są tacy. Moim zdaniem o wiele łatwiej by było, o wiele prościej dla pacjenta byłoby, gdyby ta recepta była tylko na marihuanę, a konkretną odmianę pacjent sam by sobie wybrał w zależności od dostępności w jego miejscowości.

00:08:37 Tomasz Ołubczyński
To akurat niestety regulują przepisy farmaceutyczne, więc jeżeli rejestrujemy odmianę pod konkretną nazwą, która musi się charakteryzować odpowiednim stężeniem THC i CBD, bo tylko te dane są podawane, to niestety lekarze są zmuszeni do wystawiania recepty na konkretny rodzaj suszu, więc tutaj AS Lab jako jedyny producent udało mu się załatwić troszeczkę inaczej to rozwiązanie. No ale ogólnie rzecz biorąc, no niestety, no to nie wpływa, nie poprawia jakby komfortu zakupu i komfortu realizacji tych recept, bo przed samym umówieniem się do lekarza, czy wizyty u lekarza, czy do niedawna teleporady, Pacjent musiał być po prostu przygotowany na konkretną odmianę, więc musiał zrobić research, musiał dowiedzieć się, gdzie to jest, czy w ogóle jest, albo kiedy będzie. Która z odmian, jak działa, bo jeżeli już ma kupować, jeżeli jest w terapii, no to musi wiedzieć w ogóle, co zażyć, prawda? Więc bardzo często sytuacja jest taka, że pacjenci wiedzą więcej o marihuanie medycznej niż lekarze, którzy te recepty wystawiają. Także to jest całkowicie zrozumiałe, ale to wymusza na nas system niestety.

00:09:56 Bogdan Jot
Ja myślę, że rozwiązaniem pośrednim mogłoby być rozwiązanie, które jest zastosowane w przypadku farmaceutyków, że lekarz wypisuje receptę na konkretny specyfik, ale farmaceuta może zaproponować pacjentowi zamiennik, który Na przykład zamiennik akurat mamy, a ten lek z recept… Przepraszam, mam pewne problemy z używaniem słowa lek na produkty farmaceutyczne. A farmaceutyk, który jest na recepcie akurat nam wyszedł, więc mogę panu, pani zaproponować zamiennik. Albo oryginalny lek, oryginalny A mamy tutaj o wiele tańszy zamiennik, który tak samo działa.

00:10:52 Tomasz Ołubczyński
Albo termin się kończy i możemy obniżyć cenę.

00:10:57 Bogdan Jot
Może fajnie by było, gdyby farmaceuta też mógł powiedzieć, na recepcie jest taka odmiana, ale mogę Panu zaproponować inną, która działa podobnie, z tym, że tak. W przypadku farmaceutyków to jednak jest dość prosta sprawa, bo rządzi tym główna substancja czynna, bo zazwyczaj jest tak, że jest substancja czynna i wypełniacze. W przypadku marihuany farmaceuta musiałby mieć bardzo dużą wiedzę, W tej chwili lekarze, ci którzy w ogóle cokolwiek o tym wiedzą, wiedzą, że jest THC, jest CBD i na tym się ich wiedza kończy. Więc poszczególne odmiany oceniają po tym, ile zawierają THC i ile CBD, jaka jest zawartość tych dwóch konabinoidów i jakie są proporcje między nimi. I na podstawie tego, powtarzam, jeżeli cokolwiek wiedzą, to na podstawie tego wypisują receptę. Wiadomo nie od dziś, że różne odmiany marihuany, które mają dokładnie te same zawartości THC i CBD, mogą mieć absolutnie różne działanie. Dlatego, że oprócz THC i CBD jest tam cała masa innych kanabinoidów. Jest ich mniej, ale jakąś rolę odgrywają. Ale oprócz kanabinoidów są tam przecież jeszcze terpeny, są tam flawomoidy. I cała ta mieszanka powoduje, że dana odmiana działa tak, a nie inaczej. Można mieć dwie różne odmiany marihuany z tymi samymi charakterystykami, jeśli chodzi o zawartość THC i CBD, ta sama ilość w procentach, a jednak działanie będzie odmienne. Żeby z tymi samymi charakterystykami skutecznie pacjentowi zaproponować jakąś inną odmianę w zamian działanie będzie odmienne, to musiałby mieć wiedzę o tym. No na razie to jest gdybanie, bo farmaceuta nie ma takiej możliwości, więc musi, jeżeli ma akurat na stanie, no to musi wydać to na co lekarz.

00:13:06 Tomasz Ołubczyński
Farmaceuta nie jest od tego, żeby się zastanawiać co zaproponować, tylko ma po prostu zrealizować receptę.

00:13:13 Bogdan Jot
W tym konkretnym przypadku hasło w razie wątpliwości zapytaj lekarza lub farmaceuty, no niestety Niestety jest nowospiteczny.

00:13:25 Tomasz Ołubczyński
Pięknie. Słuchaj, znalazłem dane dotyczące sprzedaży. Dwie informacje, które rzutują na to, jak Polacy postrzegają w ogóle dostęp do marihuany medycznej. Jedna informacja, którą podaje e-for, czyli dosyć opiniotwórczy portal, który informuje nas, że 73,4% dorosłych Polaków jest przeciwna karaniu więzieniem za posiadanie niewielkich ilości marihuany na własny użytek. To jest jedna rzecz. Informuje nas, że wyprzyjanie społeczne jest większe, jeżeli chodzi o stosowanie, jeżeli chodzi o posiadanie nawet marihuany marihuannej. I druga rzecz, czyli jak wygląda trend sprzedażowy, jeżeli chodzi o marihuanę medyczną, bo to co się dzieje na rynku, na czarnym rynku, no tego niestety nie wiemy. Możemy się tylko domyślać. Ale jak podaje rynek zdrowia, trend jest wzrostowy, bo w styczniu 2024 roku miesięczna sprzedaż wynosiła 33,6 tysiąca opakowań. Tak zaczęliśmy rok, w marcu było to już 44 tysiące. Możemy się domyślać, że to jest wynik większej dostępności i nowych odmian, które się pojawiły. We wrześniu osiągnęła sprzedaż już na poziomie 79 tysięcy opakowań, czyli wzrost jest bardzo duży. A w okresie tych ostatnich zmian, kiedy to ustawodawca stwierdził jednak, że dostęp poprzez teleporady powinien zostać jakby wyłączony miesiąc przed wprowadzeniem tych zapisów, apteki sprzedały ponad 90 tysięcy opakowań. Czyli zaczęliśmy rok z ilością 33, a kończymy rok z ilością 90 tysięcy opakowań. Czyli z jednej strony zainteresowanie jest, zapotrzebowanie jest, przyzwolenie społeczne również jest. Nie możemy powiedzieć, że ustawodawca idzie za głosem narodu i stwierdza, że przyzwolenie społeczne również jest. może okazać się, że są napisane na kolanie, że są zrobione niechlujnie, bo opinie prawników jasno mówią, że tak właśnie w tym przypadku te zmiany zostały wprowadzone. Nie do końca, na pewno niepoprawnie i na pewno niechlujnie. To jednoznacznie z informacji od prawników jakby takie informacje mamy.

00:16:21 Bogdan Jot
Uwaga, uwaga poza Marii Chłanowa. Czemu mnie to nie dziwi? Gorsza dosyć uwaga, ale tak. Przepraszam.

00:16:33 Tomasz Ołubczyński
Powiedz mi, jak wygląda sytuacja na innych rynkach?

00:16:43 Bogdan Jot
Jeszcze nie dokończyliśmy komentowania tych ostatnich zmian. To tak może w trzech zdaniach. Ja byłem bardzo zaskoczony, kiedy to już chyba dwa lata, czy to nawet jeszcze z czasów COVID-a. W każdym razie wtedy, kiedy pojawiła się możliwość, żeby sobie online zdobyć receptę na marihuanę, byłem zaskoczony, że to w ogóle przeszło. W naszym państwie, które jednak pewne rzeczy trzyma dość mocną ręką, że to przeszło, więc te ostatnie zmiany, mówiąc szczerze, mnie nie dziwią aż tak bardzo. Nie mam też najmniejszej wątpliwości, że nie wszystkie osoby, które się na takie porady internetowe zgłaszały, że wszyscy to byli pacjenci, ale to jest zupełnie naturalne. Gdybyśmy mieli coffee shopy czy sklepy z legalną marihuaną, to na pewno nikt nie zadawałby sobie trudu, żeby zdobywać receptę, bo i po co? Gdybyśmy mieli coffee shopy czy sklepy z legalną marihuaną, to na pewno nikt nie zadawałby sobie trudu, żeby zdobywać receptę, bo i po co? Gdybyśmy mieli coffee shopy czy sklepy z legalną marihuaną, to na pewno nikt nie zadawałby sobie trudu, żeby zdobywać receptę, bo i po co? Gdybyśmy mieli coffee shopy czy sklepy z legalną marihuaną, to na pewno nikt nie zadawałby sobie trudu, żeby zdobywać receptę, bo i po co? Gdybyśmy mieli coffee shopy czy sklepy z legalną marihuaną, to na pewno nikt nie zadawałby sobie trudu, żeby zdobywać recept W skrócie bardzo powiem, że w Stanach jest tak, że lekarz nie wypisuje recepty na marihuanę, tylko wypisuje tak zwaną rekomendację, czyli jego fachową opinię, że pacjent takiej ataki mógłby skorzystać w związku z dolegliwościami. który mógłby skorzystać na zażywaniu marihuany w celach medycznych. I ta rekomendacja wystarcza, żeby pójść sobie do… To taka przepustka jest, żeby sobie pójść do specjalnych… Ja to nazywam apteki, dispensaries po angielsku. Po pokazaniu właśnie tej rekomendacji już można tam w tej aptece konopnej dokonywać zakupów. Tam aptekarze konopni są naprawdę dobrze przeszkoleni, znają różne odmiany. Fakt, że tam mają nie jak w naszych aptekach 4-5 odmian na półce, tylko mają 30-40. I oni są w stanie rozmawiać o zamiennikach, że dla tego konkretnego pacjenta na tę jego konkretną dolegliwość najlepszy będzie ta, albo ta, albo ta odmiana. Amerykanie mają ten system i z tym systemem też są związane wynaturzenia. Są tak zwani lekarze konopni, do których się chodzi, płaci się im 100 czy 200 dolarów za rekomendacje. W ogóle rozmowa jest na tematy obojętne, bo wszyscy wiedzą, że to jest lekarz. lekarz konopny i ta cała rozmowa na tematy zdrowia pacjenta, to jest ściemat. Chodzi tylko i wyłącznie o to, żeby tę rekomendację dostać. Niektórzy są, czytałem o tym, że niektórzy są w ręk bezczelni ci lekarze i tam w ogóle się nie kryją z tym, że tu chodzi o to, żeby te 100-350 dolarów zainkasować. I nawet w Kalifornii były doniesienia o lekarzach, na plaży mieli leżaczek i wszyscy wiedzieli, że do tego lekarza można pójść. On sobie tam na plaży leżał, coś czytał, coś pił, a jak ktoś przyszedł, to mu wypisywał rekomendacje. Tutaj proszę 100 dolarów i załatwione. Dlaczego o tym mówię? Bo wynaturzenia wszędzie są. Tam, gdzie są jakieś ograniczenia, tam ludzie szukają sposobów, żeby te ograniczenia obejść. W związku z tym to, że te teleporady, bo teleporada to z tego co wiem definicja to jest taka, że to jest porada przez telefon, natomiast te internetowe porady i internetowe recepty mnie nie zdziwiły, no bo jest ograniczenie, to jest sposób, żeby je obejść. Nie mam bladego pojęcia w jakim procencie z tych porad internetowych i z tych recept internetowych korzystali rzeczywiście chorzy, a jaka część to byli amatorzy legalnej trawki? Nie wiem. I powiem szczerze, ci którzy znają moje poglądy nie będą zaskoczeni. Mnie to absolutnie nie martwi, bo Wolę, żeby ktoś, kto chce sobie zapalić marihuanę, no najchętniej żeby nie zapalał, tylko żeby sobie zwaporyzował albo inny sposób przyjął. Siłą rozpędu jeszcze mówimy o paleniu. Więc ktoś, kto ma ochotę zażyć marihuanę, zdecydowanie wolę, żeby uzyskał taką lipną receptę i miał zioło z apteki, niż by miał je kupować na ulicy. Dla niego będzie drożej, ale przynajmniej zyskuje to, że będzie miał towar o sprawdzonej jakości. Więc tak jak mówię, nie mam w ogóle żadnych podstaw, żeby szacować jaki procent tych recept wystawionych przez internet to są rzeczywiście chorzy, a ile nie chorzy. Powtórzę, w ogóle mnie nie martwi to, że takie zjawisko nastąpiło i wcale mnie też nie dziwi, że w końcu władza się zorientowała, że coś tutaj nie gra i że to skasowała. Wcale mnie to nie cieszy mówiąc szczerze, Siłą rzeczy ci ludzie, którzy nie byli chorzy, ale dostawali te recepty, jak nie mogą do apteki, nie znajdą, może poszukają jakiegoś znajomego lekarza, ale jeżeli nie znajdą, to wrócą na czarny rynek. To jest w sumie moim zdaniem najgorsze rozwiązanie dla wszystkich.

00:22:51 Tomasz Ołubczyński
Czyli cały czarny rynek po prostu zaciera łapki, bo ci ludzie i tak kupią, i tak kupią. I tak będą chcieli korzystać z malichuany, tylko trzeba będzie kupować z powrotem na czarnym rynku. Ja się tak zastanawiam, o ile mniej alkoholu przez ten okres czasu zostało sprzedane. No bo to jest logiczne, że korzystając z marihuany medycznej, ilość spożywanego alkoholu również spada i na to mamy jakby dowody. Tak, że badania zostały przeprowadzone. Dokładnie i to jest jakby mega istotna rzecz, że pytanie komu tak naprawdę na tym zależy, żeby wrzucać do tego samego wwora benzodiazepiny opiaty i marihuanę medyczną. A mam takie pytanie jeszcze do ciebie, bo jeżeli mówimy o użytkownikach rekreacyjnych i użytkownikach i o pacjentach, pełnowymiarowych pacjentach, pytanie moje jest takie, jaka jest różnica między zażywaniem rekreacyjnym a zażywaniem medycznym, terapeutycznym marihuany?

00:24:10 Bogdan Jot
Od strony technicznej nie ma żadnej różnicy. Albo się skręca, skręca, albo się ładuje.

00:24:20 Tomasz Ołubczyński
Tak, od strony technicznej nie. Nie ma żadnej różnicy. Różnica polega tylko i wyłącznie na intencji. Nasze organizmy nie wiedzą, czy to jest marihuana, którą chcemy zażyć w celach rekreacyjnych czy medycznych. Pobudzamy układ endokadaminoidowy, pobudzamy receptory. i organizm nie wie tak naprawdę, czy to, co właśnie zażywamy, było kupione na receptę, czy też nie. Ale działanie, pod warunkiem oczywiście, że ta z czarnego rynku jest dobrej jakości.

00:24:56 Bogdan Jot
Że jest dobrej jakości.

00:24:57 Tomasz Ołubczyński
Działanie jest dokładnie to samo.

00:24:58 Bogdan Jot
Ale to mówimy w tej chwili o marihuanie. To, co u dillera można na ulicy kupić, to nie zawsze ma prawo nazywać się marihuaną. Jak zadałeś to pytanie, od razu mi się przypomniała sytuacja, o której czytałem. Sytuacja w Kalifornii, to jeszcze z zeszłego wieku, wtedy, kiedy aktywiści kalifornijscy walczyli o legalizację. Najpierw Kalifornia zalegalizowała jako pierwszy stan amerykański medyczny użytek. No i właśnie dzięki temu ci marihuana lekarze czy doktorzy mogli powstać. W 1996 Kalifornia zaregalizowała. Był dość silny ruch społeczny właśnie na rzecz legalizacji medycznych zastosowań marihuany i jeden z najbardziej znanych aktywistów powiedział kiedyś, każdy użytek marihuany jest medyczny. Chciał przez to powiedzieć, że z względu na to, czy znanych marihuanek kupionych w Aptecie na receptę, każdy dobry jest marihuany zdobyty w jakikolwiek inny sposób, od zaprzyjaźnionego, zaufanego dealera, czy sami sobie ją uprawiamy. Tak jak powiedziałaś, organizm nie wie, jakie jest pochodzenie i jaki jest cel, zażywania, nawet jeżeli chcemy się po prostu zjarać, to i tak stymulujemy układ endokanabinoidowy ze wszystkimi pozytywnymi dla organizmu tego konsekwencjami. Nawet jeżeli chcemy się po prostu zjarać, to i tak stymulujemy układ endokanabinoidowy ze wszystkimi pozytywnymi dla organizmu tego konsekwencjami. Na przykład degeneracyjne w układzie nerwowym. Natomiast jeżeli ktoś pije alkohol i towarzyszy temu zażywanie marihuany, to te procesy degeneracyjne albo w ogóle nie występują, albo są przynajmniej osłabione. nic nowego nie powiem, bo to od dawna wiadomo, kanabinoidy i w ogóle wszystkie składniki, bo nie powinniśmy się tylko na kanabinoidach koncentrować. Wcześniej wspominałem o tych innych składnikach, które też mają znaczenie terapeutyczne, terpenach, flawonoidach. Więc składniki zawarte w marihuanie mają działanie neuroprotekcyjne, chronią komórki nerwowe Można podać parę innych przykładów. Już nie będę tego tematu rozwijał. W każdym razie taki jest sens tego powiedzenia, że każdy użytek marihuany jest terapeutyczny, każdy ma pozytywny wpływ na zdrowie. Albo marihuana coś dobrego w naszym organizmie robi, albo zapobiega procesom, które dla nas nie są dobre. Odpowiadając na twoje pytanie, Nie ma według tej koncepcji, z którą ja się właściwie zgadzam, nie ma tego rozróżnienia użytek medyczny, użytek niemedyczny. Jasne, w intencji używającego tak, ale nawet użytek czysto rekreacyjny może mieć pozytywny wpływ na zdrowie.

00:28:48 Tomasz Ołubczyński
No tak, bo biorąc pod uwagę np. alkohol, którego żadna dawka nie jest prozdrowotna, bo jeżeli się mylę, no to albo ty mnie popraw, albo może któryś ze słuchaczy czy widzów. Jeżeli jest badanie, które udowadnia, że jest porcja alkoholu, która działa prozdrowotnie na organizm ludzki. Chętnie zapoznam się z takimi informacjami. A w sytuacji, gdy np. stosujemy marihuanę rekreacyjną do tego, żeby poczuć się, zmniejszyć stres, pośmiać się, poczuć zmniejszone napięcie, czy w mięśniach, czy napięcie nerwowe. I porównując do tego trend i przyzwolenie prospołeczne do wypicia np. lampki wina do kolacji, W tym samym celu. Dokładnie. To ja czegoś nie rozumiem, że z jednej strony nam wszystkie media mówią, że to jest okej, to jest sexy, to jest modne, to jest w ogóle dobrze widziane, żeby sobie pyknąć lampkę wina do kolacji, a już jointa nie. no to albo nasze społeczeństwo, ogólnie rzecz biorąc, strasznie szybko przyswaja sobie te marketingowe pomysły, bo to są marketingowe pomysły branży, na przykład winiarskiej, albo browarów, albo gorzelni. Dochodzi dokładnie do tego samego punktu. Ale wróćmy może do kwestii, o której chciałem zapytać.

00:30:51 Bogdan Jot
Z jednej strony są można spotkać i to wydawałoby się poważni ludzie twierdzą, że niewielkie dawki, tu są wszyscy zgodni, niewielkie czy rozsądne dawki alkoholu mogą mieć w pewnych warunkach działanie korzystne. Na przykład, że niewielkie ilości czerwonego wina dobrze na krew wpływają czy na szpik kostny, że Koniak w niewielkich ilościach może być dobry na serce, że piwo na nerki, bo tam te procesy filtracyjne lepiej zachodzą. Są też inne badania, które inni naukowcy i lekarze, którzy mówią, że każda dawka alkoholu jest szkodliwa. No i bądź tu mądry i pisz wiersze. Ja się nie podejmuję rozstrzygnąć, którzy mają rację. Ale w tym kontekście bardzo ciekawe będzie przypomnienie tego, że w przeważającej większości badań porównawczych, mówię przeważającej większości na wszelki wypadek, asekuracyjnie, bo ja nie znam badania, które by co innego pokazywało, że mianowicie jakikolwiek byśmy zastosowali kryteria porównawcze, cokolwiek, byśmy porównywali jakąkolwiek metodologią, zawsze alkohol jest uznawany za gorszy dla zdrowia niż marihuana. Zawsze. Nie znam badania, które by mówiło inaczej.

00:32:44 Tomasz Ołubczyński
Dobra. Część trzecia.

00:32:46 Bogdan Jot
Także jeżeli chcemy uzasadniać prohibicję marihuanową dbaniem o zdrowie społeczeństwa, to to jest jak najbardziej chybiony pomysł.

00:33:06 Tomasz Ołubczyński
To ja może zacytuję część trzecia książki twojej Marihuana leczy. I tutaj, może będzie widać, może nie będzie widać, spis treści. Czy marihuana to lekarstwo? Choroby neurologiczne, zwalczanie bólu, nudności, wymioty, rak, osteoporoza, jaskra, cukrzyca, AIDS, choroby żołądkowo-jelitowe, astma, problemy psyche, inne dolegliwości. chętnie znalazłbym opracowanie w jakiejkolwiek formie, w którym można dostać informacje, które chociaż są zbliżone do tego, co ty podajesz w swojej książce, czyli na konkretne choroby, jak działa alkohol w przypadku leczenia pewnych chorób. No tak, Tak na marginesie. Bogdanie, jak wygląda sytuacja w krajach tak zwanych wysoko rozwiniętych, w których te konopie medyczne i rekreacyjne mają już większe przyzwolenie, czyli w Stanach Zjednoczonych, w Kanadzie i w niektórych krajach europejskich. Czy tam nastąpiło jakieś załamanie? kulturowe, czy te kraje dalej normalnie funkcjonują, czy stało się coś złego, coś na co powinniśmy zwrócić uwagę, bo legalizacja w Polsce prędzej czy później i tak nastąpi. Pytanie, co się zmieniło w przeciągu tych kilku ostatnich lat?

00:34:42 Bogdan Jot
No właśnie, to jest moim zdaniem bardzo fajna metoda, żeby zbadać wpływ legalizacji czy poluzowania praw marihuanowych na społeczeństwo. Mamy już na szczęście dużo dosyć materiału, żeby taką analizę zrobić. Takim może niezbyt naukowym, ale bardzo przekonującym Argumentem jest właśnie to, co wspomniałeś, sytuacja w różnych krajach, które już zdecydowały się na poluzowanie tych praw. Bo to już jest kilka krajów, które formalną legalność prowadziły. Jest dwadzieścia kilka, chyba nie pamiętam, bo to za szybko idzie. co się naucze nowej liczby, to już jest nieaktualne. Kilka stanów amerykańskich wprowadziły legalność, ale liczba stanów to nie jest aż tak istotna, biorąc pod uwagę, że są stany, które, tak jak Kalifornia na przykład, są wielkości Polski, a są stany, które są wielkości polskiego miasta, więc stan stanowi nierówny, ale Niedawno czytałem wyliczenie, że w tej chwili w Stanach, gdzie marihuana do zastosowań pozamedycznych jest już legalna, żyje ponad połowa Amerykanów. Także dość szybko to poszło, od 2014 roku, nie pamiętam w którym roku Waszyngton No te pierwsze Stany zalegalizowały, ale idzie to, tak jak powiedziałem, co roku dwa, trzy kolejne Stany legalizują. Większość Amerykanów już w tej chwili żyje w legalnych Stanach. I Kanada, wiadomo, Uruguay, wiadomo, do czego zmierzam, Nie znam jeszcze, poza dwoma wyjątkami, o których zaraz króciutko powiem, nie znam jeszcze przypadku, żeby tam, gdzie wprowadzono legalność, jakąkolwiek jej formę, żeby się z niej wycofano. Oczywiście, jeżeli ktoś wprowadził legalność w zeszłym roku, no to po roku, mówimy jednak o poważnym procesie legislacyjnym, no to byłoby niepoważne, żeby po roku się z tego wycofywali. ale w niektórych miejscach, czy to w Stanach, czy to w krajach, mówimy już o 10 latach albo i jakoś tak mniej więcej, no to już był czas, żeby się zorientować, że ewentualnie coś jest nie tak i że trzeba się z tego wycofać. Poza tymi dwoma wyjątkami, o których teraz powiem, nie znam takiego przypadku. Pierwszy wyjątek to jest bardzo dziwna sprawa, Mianowicie Luksemburg, ale dotyczy to medycznej marihuany. Otóż przeczytałem nie tak dawno w artykule internetowym, że w Luksemburgu z aptek będzie wycofywany susz. Zostaną tam olejki i nie pamiętam jeszcze jakaś inna postać, bodajże kapsułki. Natomiast mają wycofywać susz. Dlaczego? Ten artykuł niestety o tym nie mówił i jest to o tyle dziwne, że Luksemburg to jest kraj, w którym procesy legalizacyjne bardzo daleko zaszły i spodziewano się, w ciągu się spodziewamy, że lada chwila Luksemburg zalegalizuje użytek poza medyczny. Nie wiem, dlaczego ten susz wycofali. Nie wiem, może artykuł był jakoś tam niedopracowany, trudno mi powiedzieć. A drugi przypadek znany mi w kraju, w którym wycofano się z reform marihuanowych, to jest Tajlandia. Jakiś czas temu, nie tak dawno, Tajlandia zalegalizowała użytek jakikolwiek, a potem dość szybko, nie wiem, czy już w tej chwili się wycofała, czy to na razie są tylko zapowiedzi, słyszałem ciekawą rozmowę z człowiekiem, który jest właściwą osobą do tego, żeby się wypowiadać, mianowicie to jest Paweł T. Oleśniański. Gdzieś słyszałem w internecie rozmowę z nim, A tutaj, tutaj na rozmowach konopnych z Tomkiem był Paweł. Oczywiście sobie on tutaj teraz troszkę żartuje, ale nie jest żartem to, że z Pawłem Tomek rozmawiał. Jeden z ostatnich odcinków jest na ten temat. Paweł wie, bo był w Tajlandii co więcej, pracował w tym sektorze wtedy, kiedy to było legalne. Tak, był growerem i jeżeli kogoś to interesuje, to zachęcam do posłuchania tej rozmowy, jest ciekawa. No ale z tego co mówił Paweł, nie będę tutaj streszczał tej rozmowy, żeby Państwu nie zabierać przyjemności z wysłuchania jej, ale z tego co mówił Paweł, no.

00:40:28 Tomasz Ołubczyński
To.

00:40:30 Bogdan Jot
Prawdopodobną przyczyną tego wahania się władz z Tajlandii jest to, że ta legalizacja była tak po prostu na chórach prowadzona. No i nie przewidzieli ustawodawcy, że… Tu.

00:40:48 Tomasz Ołubczyński
Ja ci przerwę Bogdanie, bo tam były zapowiedzi i były próby zdelegalizowania z powrotem, czyli wrzucono, rynek marihuany został otwarty bez żadnych restrykcji, bez żadnej kontroli. Jedynym wyznacznikiem to była licencja, którą po prostu się wykupywało. Było bardzo dużo nadużyć. To był rodzaj legalizacji, która była zrobiona w najgorszy możliwy sposób, ale wnioski, które wyciągnięto, Po roku czasu, bo faktycznie tam próbowano zablokować z powrotem dostęp do marihuany, ale okazało się, że niestety niepokoje społeczne są na tyle duże, że rząd się z tego wycofał na finale i wprowadzono szereg zapisów regulujących, czyli odległość od, odległość tych punktów, w których można było tą marihuanę kupić, w odległości nie mniejszej niż od powiedzmy szkoły, przedszkola czy innej placówki edukacyjnej. Szereg, szereg, szereg, szereg różnych zapisów, które tylko i wyłącznie jakby usprawniły na wszystko in plus, jeżeli chodzi o rynek, ale tam do powrotu, do delegalizacji, do blokady w ogóle marihuany nie doszło. Tam ten rynek nadal funkcjonuje, co prawda to też jest, w ogóle Tajlandia to jest w ogóle bardzo dziwny case, bo tak naprawdę w Tajlandii użytkownicy rekreacyjni, którzy tam się pojawiają, To nie są Tajowie, tylko to są osoby spoza w ogóle Tajlandii. Tam największą grupą chyba konsumentów są Japończycy, którzy przybywają, żeby sobie kupić trochę zioła dla Tajów.

00:43:10 Bogdan Jot
W Japonii prawo jest bardzo restrykcyjne.

00:43:12 Tomasz Ołubczyński
No właśnie, a żeby było weselej, Tajowie bardziej skłaniają się w stronę alkoholu niż konopi, więc to też może świadczyć o tym, że poluzowanie przepisów związanych z dostępem do marihuany może pokazać nam, że rynek po prostu tego nie chce.

 

00:43:12 Tomasz Ołubczyński

I dojechaliśmy do końca odcinka. Dziękuję za Twój czas. Oczywiście wszystkie linki znajdziesz w opisie. Jeżeli publikowane przeze mnie treści są dla Ciebie atrakcyjne, zasubskrybuj, udostępnij lub pozostaw komentarz. Dzięki. Pozdrawiam ciepło z Tomasza Łubczyński, terapeuta konopny z podcastu Rozmowy Konopne. Niech kanabinoidy będą z nami.

Te odcinki również mogą cię  również zainteresować

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *